Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
Co się dzieje z Bulls?
W trakcie pierwszych tygodni obecnego sezonu było kilka drużyn grających znacznie poniżej oczekiwań. Ale gdy w pewnym sensie można sobie wytłumaczyć bardzo słaby start Heat - brakiem Wade'a, Nets - kontuzją Cartera, Knicks - ciągłymi problemami i konfliktami, czy Warriors - nieobecnością Jacksona, to trudno tak łatwo określić co wpłynęło na Bulls. W tym momencie mają oni bilans 2-8, pomimo, że wszyscy czołowi gracze są zdrowi, a w trakcie między sezonowym silny skład pozostał niezmieniony.
Atak nie był siloną stroną Bulls w ostatnich latach, ale w tym sezonie ofensywa w ich wykonaniu jest wręcz fatalna. Same statystyki w najlepszy sposób pokazują jak bardzo pogorszyła się ich gra w tym elemencie. Ich średnia punktowa w 10 dotychczasowych meczach wyniosła zaledwie 88.2, jest to o 9.8 punktów mniej niż w ubiegłych rozgrywkach. I jedynie bardzo słabo spisujący się Nets i Heat wyprzedzają ich w tej statystyce, mając jeszcze mniej efektywną ofensywę. Jednak nie można dziwić się tak niskim zdobyczom gdy spojrzy się na skuteczność rzutów z gry Bulls, która wynosi 39% i jest najniższą w lidze. Podczas gdy za trzy trafiają jedynie 27.5% swoich rzutów. Jest to o 10.8% niższa skuteczność niż rok temu, gdy to właśnie rzuty z dystansu były skuteczną bronią w ich ataku.
Ale sama słabość w ofensywie nie byłaby tak dotkliwa gdyby nie pogorszenie ich obrony. To właśnie na defensywie przez ostatnie lata budowana jest siła ekipy z Chicago. Jednak w tym sezonie jak na razie nie przypominają drużyny, która potrafiła skutecznie zatrzymywać nawet najbardziej ofensywnie grające drużyny. Obecnie tracą średnio 98 punktów czyli o 4.5 więcej niż w poprzednim sezonie. Dlatego jeszcze bardziej dotkliwie odbija się ich słabość ataku, ponieważ przeciętnie ich rywale mają prawie 10 punktów więcej.
Gordon i Deng to gracze, którzy z każdym sezonem powinni w coraz większym stopniu decydować o sile drużyny. Jednak tak samo jak cały zespół, również oni grają znacznie poniżej oczekiwań. Gordon nadal jest pierwszym strzelcem, ale z średnią zaledwie 18.4 punktów. Fatalne są także jego statystyki skuteczności z gry - 37.2%, za trzy - 27.5%. Jak wiadomo z takimi osiągnięciami nie można skutecznie poprowadzić drużyny w ofensywie. Deng natomiast miał w tym roku stać sie pierwszoplanową postacią Bulls, mówiło się, że może być to dla niego sezon w którym stanie się graczem na miarę All-Star. Ale na razie zdobywa on o ponad 4 punkty mniej niż rok temu i gra słabo. Na pewno jakiś wpływ na ich występy mogły mieć plotki o możliwym transferze z ich udziałem, mającym ściągnąć do Chicago Bryanta. Jak na razie nic nie wskazuje, że do tej wymiany dojdzie w najbliższym czasie, ale przez pierwsze dni sezonu bardzo dużo się o tym mówiło. A takie plotki mogły negatywnie wpłynąć na zawodników, na ich samopoczucie i pewność pozycji w drużynie. I w tym wypadku prawdopodobnie także odbiło się to na formie Denga i Gordona. Ustanie tych spekulacji może mieć pozytywny wpływ na atmosferę w zespole i może w konsekwencji również ci zawodnicy zaczną w końcu grać lepiej.
Zawodzą także Hinrich i Wallace. Rozgrywający Bulls ma w tym momencie zdobycze punktowe osiągające poziom 10.5, czyli o 6 mniej niż w minionych rozgrywkach. Tak samo jak w przypadku Gordona, jego skuteczność z gry wygląda bardzo niedobrze (34.2% z gry, za trzy - 17.2%). Ale również jego statystyki asyst są gorsze niż w ostatnich latach, średnia wynosi 5.5. Natomiast Wallace zbiera o ponad 3 piłki mniej, a średnia bloków to 1.4, podczas gdy w poprzednim sezonie miał ich 2. I nie pomaga fakt, że od tego sezonu pozwolono mu grać w opasce, mimo, że jeszcze rok temu było to powodem poważnego konfliktu tego gracza z trenerem i władzami klubu.
Widoczna jest także ciągła słabość Bulls w grze ofensywnej w polu 3 sekund. Nie mają oni wysokich graczy potrafiących skutecznie zdobywać punkty spod kosza. Thomas w swoim drugim roku gry ciągle nie jest silnym skrzydłowym mogącym poprawić ten element gry. Takiego zawodnika nie udało się pozyskać w trakcie wakacji i teraz odbija się to na grze drużyny. I tak jak pozostałe słabe elementy Bulls mogą poprawić, tak w zdobywaniu punktów z 'trumny' pozostaną jedną z najsłabszych drużyn w lidze.
Pierwsze 10 meczy w wykonaniu zespołu z Chicago były bardzo słabe. Przez następne 10 powinni znacznie poprawić swoja grę i odmienić sytuację w jakiej się znajdują. Jeśli tak się nie stanie, może to oznaczać poważne problemy nie tylko dla trenera, który może stracić pracę, ale także na całego zespołu. Zawodnicy Bulls muszą skupić się na walce w każdym meczu i przestać myśleć o tym czy zostaną oddani za Bryanta czy Gasola. Pozytywnym elementem dla Bulls może być fakt, że poprzedni sezon także zaczęli nienajlepiej, od bilansu 3-9. Dlatego kibice drużyny z Chicago mogą mieć nadzieję, że w tym roku będzie podobnie i już niedługo ponownie będziemy oglądać silnych Bulls.
24.11.2007