Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
27.04.2007
Clippers nigdy przez całą prawie 40-letnią historię klubu nie byli zespołem, który był w czołówce NBA przez dłuższy okres czasu. A ich występy w playoffs należą do prawdziwej rzadkości. Od 1971, kiedy powstała drużyna (wtedy Buffalo Braves), zaledwie siedem razy zakwalifikowali się do rozgrywek posezonowych. Jest to jeden z najgorszych wyników w całej NBA, tylko zespoły, które dużo później niż oni dołączyli do ligi mają mniej występów w playoffs (Raptors, Grizzlies i Bobcats). Dlatego gdy w ubiegłym roku po 8 latach przerwy zajęli miejsce w najlepszej ósemce zachodu, wdawało się, że wiecznie przegrywająca drużyna Clippers w końcu ma skład, z którym może odnosić sukcesy przez kilka najbliższych lat. Niestety obecny sezonem był drugim w historii klubu, w którym wygrywając przynajmniej 40 spotkań nie awansowali do playoffs.
Przed sezonem zrobiono praktycznie wszystko, aby bardzo udany sezon 2005/06 powtórzył się. Przedłużono kontrakt z Cassellem, z którym podpisano wysoką umowę mimo jego 37 lat. Jednak było to zrozumiałe posunięcie, ponieważ Cassell mimo, że nie gra już tak dobrze jak kilka lat temu, to jest i był liderem niezbędnym do odniesienia sukcesu. GM Clippers podpisał również kontrakt z Thomasem, który był kluczowym zawodnikiem Suns w playoffs 2006. Wydawało się, że teraz równie skutecznie pomoże zespołowi z LA.
Przed obecnymi rozgrywkami właściwie mało kto przewidywał, że Clippers nie awansują do playoffs. Pytaniem było raczej czy uda im się rozegrać jeszcze lepszy sezon i zająć wyższą pozycję niż szóstą, czy będą mieli podobny bilans do ubiegłorocznego.
Jednak od początku sezonu 2006/07 Clippers nie przypominali zespołu, który zajął 6 miejsce na zachodzie rok temu. Nie jest możliwe odniesienie sukcesu w sytuacji, gdy wszyscy najważniejsi gracze mieli indywidualnie gorszy sezon niż poprzedni. A statystyki drużyny pogorszyły się zarówno w ataku jak i w obronie. Brand nie był już graczem na miarę All-Star Game, a pozostali także grali poniżej oczekiwać. Zwłaszcza Livingston, który nie stał się gwiazdą jak wielu mu przepowiadało. Miał on być pierwszym rozgrywającym Clippers i poprowadzić ich do jeszcze lepszych wyników. Mimo, że poprawił swoje statystyki w tym sezonie to nie był to tak znaczący postęp jak oczekiwano. A potem, po raz kolejny doznał poważnego urazu wykluczającego go z gry. Problemem była także nie najlepsza atmosfera w drużynie, głównie z powodu konfliktu na linii Dunleavy - Maggette. Do tego dołożyła się kontuzja Cassella pod koniec rozgrywek, co uniemożliwiło mu efektywną pomoc zespołowi w decydujących meczach sezonu.
Najważniejszy był właśnie finisz sezonu 2006/07. W marcu Clippers mieli bilans 8-8, natomiast rozgrywki zakończyli 4 wygranymi w 9 meczach w kwietniu. Nie był to dobry bilans, a tym bardziej w sytuacji, kiedy świetną końcówkę mieli Warriors, którzy wygrali większość swoich najważniejszych spotkań. Drużyna z LA jeszcze do ostatniego dnia sezonu miała teoretyczną szansę na wejście do ósemki. Biorąc pod uwagę ich doświadczenie, wybitnych graczy, którzy potrafią poprowadzić zespół do zwycięstwa można było oczekiwać, że ostatecznie uda im się wywalczyć awans do playoffs. Jednak nie potrafili grać lepiej niż przez całe rozgrywki stali się jednymi z największych przegranych obecnego sezonu.
Clippers mieli szansę na dłużej utrzymać się w czołówce zachodu, jednak nie wykorzystali jej. Ten klub jest już chyba skazany na wieczne pozostanie poza playoffs. A ich gra w rozgrywkach posezonowych, będzie nadal sporym wydarzeniem i niespodzianką, jak rok temu. Przyszły sezon będzie kolejnym, w którym będą próbowali zmienić tą fatalną statystykę występów w playoffs w historii. Jednak marnując tak dobrą okazję, jaką mieli w obecnym sezonie i z obecnym składem, nie wiadomo jak długo tym razem będą musieli czekać, aby ponownie zająć miejsce w pierwszej ósemce. W Los Angeles są dwie drużyny jedna prawie ciągle znajduje się w gronie najlepszych, druga natomiast większość lat w swojej historii spędziła na poza czołówką ligi i wszystko wskazuje na to, że najbliższym czasie się to nie zmieni.
- skazani na porażkę?