Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
19.05.2007
Cavs w finale wschodu
Na wschodzie obie serie drugiej rundy zakończyły się po sześciu meczach. O ile pojedynek Pistons i Bulls miał trochę zaskakujący przebieg, to po serii pomiędzy Cavs a Nets takiego wyniku można było się spodziewać.
Nets są doświadczoną drużyną i było wiadomo, że nie poddadzą się bez walki. Jednak z drugiej strony wiadomo był również, że są zbyt słabi by pokonać Cavs i awansować do kolejnej rundy. I to właśnie potwierdziło się w tej serii.
Zawodnicy z New Jersey nie mieli na tyle głębokiego składu by przeciwstawić się młodym Cavs. Gra oparta na trzech już starszych gwiazdach nie mogła w tym momencie przynieść pozytywnego efektu. Zmęczenie ciężkim sezonem zasadniczym i twardą walką w playoffs zaczęło odgrywać coraz większą rolę. Słabo grał Carter, który w porównaniu z pierwszą rudną zdobywał o prawie 6 punktów mniej (19.7), przy niskiej skuteczności wynoszącej 35.4%. Trzeba także pamiętać, że to jego strata w ostatnich sekundach meczu numer cztery zaprzepaściła szansę Nets na doprowadzenie wtedy chociażby do dogrywki. Nie najlepiej grał również Jefferson, którego dobra postawa była bardzo potrzebna drużynie w sytuacji słabszych występów VC.
Jedynym silnym punktem Nets przez wszystkie 12 spotkań tegorocznych playoffs był Kidd. Który zakończył rozgrywki posezonowe z średnią triple-double (14.6pts/ 10.9ast/ 10.9reb). Ale było to za mało by pokonać Cavs.
Drużynę z Cleveland jak zawsze do zwycięstw prowadził James. Jednak, co ważniejsze to miał on wsparcie swoich partnerów. Dobrze pomagali mu zarówno gracze pierwszej piątki jak i rezerwowi. Kluczowa była dobra postawa Pavlovica. Natomiast w szóstym meczu rewelacyjnie zagrał Marshall, który zdobył 18 punktów trafiając 6 na 10 rzutów zza linii trzech punktów. Tak właśnie musieli zagrać dworzanie King Jamesa by Cavs mogli myśleć o sukcesie w playoffs. Wiadomo, że LeBron praktycznie sam potrafi wygrywać poszczególne mecze, ale serie w rozgrywkach posezonowych to zupełnie inna gra i musi mieć odpowiednie wsparcie, aby zwyciężać.
Kiedy na zachodzie większość spotkań kończyła się zdobyczami ponad 100 punktowymi każdej drużyny, na wschodzie dominowała defensywa. Także w tej rywalizacji obie drużyny miały problemy ze zdobywaniem punktów, koncentrując się na zatrzymywaniu ataku przeciwników. Najlepiej obrazują to ich średnie punktowe i skuteczność rzutów z gry: Cavs - 85.8 (40.9%), Nets - 84.1 (42.8%).
Przy tak niskiej skuteczności i wielu niecelnych rzutach bardzo ważnym elementem były zbiórki. W pierwszych dwóch meczach Cavs w sumie zebrali 31 piłek więcej, w tym aż 27 więcej mieli ich w ataku. Dlatego łatwo wykorzystali atut własnego parkiety, obejmując prowadzenie 2-0. W kolejnym spotkaniu Nets poprawili ten element gry i to oni dominowali na tablicach, odnotowując 13 zbiórek więcej. Było wiadome, że to właśnie zbiórki mogą być kluczem do zwycięstwa tej serii. Spowodowało to, że obie drużyny nie pozwoliły swoim przeciwnikom na dominacje pod koszami w następnych trzech meczach. W których statystyki zbiórek były już wyrównane.
Nets zagrali na miarę swoich obecnych możliwości i nie pozwolili Cavs na łatwe zwycięstwa. Ale na nic więcej, niż dwie wygrane nie było ich stać. Natomiast drużyna z Cleveland grała bardzo dobrze, wykorzystując słabości przeciwników.