Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
3.06.2007
Rok temu rywalizacja pomiędzy Cavs i Pistons do piątego meczu wyglądała prawie tak samo. Na początku przewagę własnego parkietu wykorzystali zawodnicy Pistons obejmując prowadzenie 2-0. Potem odrodzili się Cavs i wygrali trzy kolejne mecze, wychodząc na prowadzenie w serii. Wtedy szósty mecz był bardzo wyrównany do ostatnich sekund, a ostatecznie wygrali zawodnicy z Detroit.
W tym roku gracze z Cleveland wiedzieli, że to się nie może powtórzyć. Wygrana w piątym spotkaniu i fantastyczny występ Jamesa, nie mogły zostać zaprzepaszczone. Cavs mieli świadomość, że jeśli nie zakończą tej serii przed własną publicznością w szóstym meczu, ich szanse na awans bardzo zmaleją. Wyciągnęli wnioski z ubiegłorocznej porażki i nie dopuścili do siódmego spotkania, zapewniając klubowi z Cleveland pierwsze w historii mistrzostwo wschodu.
Bez wątpliwości ta seria była najbardziej wyrównana i zarazem najciekawsza w tegorocznych playoffs. Tylko ostatni mecz zakończył się przewagą powyżej 10 punktów, w pozostałych spotkaniach o wyniku decydowały ostatnie sekundy i minimalne różnice punktowe.
Cavaliers___________________________________________
O sile Cavs decydowała głównie rewelacyjna postawa King Jamesa, ale także to, że miał on wsparcie od swoich partnerów. Chociaż początek serii był dla Jamesa nie najlepszy. W pierwszym meczu zdobył zaledwie 10 punktów (5-15), w drugim miał ich 19 (7-19), ale znowu było to za mało by pokonać gospodarzy. Jednak w obu tych spotkaniach gwiazdor Cavs jak zawsze starał się pomóc drużynie w innych elementach gry, zbierał sporo piłek, kreował partnerów, a także odnotował po kilka przechwytów.
Przełomowym dla tej serii był mecz numer trzy i pierwszy fantastyczny występ Jamesa, w którym poprowadził swój zespół do zwycięstwa (32pts/ 9reb/ 9ast). Od tego momentu oglądaliśmy ponownie wielkiego LeBrona. Grał on na poziomie, na jakim powinien grać tak wybitny zawodnik w tej części rozgrywek.
Swoją wielkość pokazał w najważniejszym dla rywalizacji, piątym spotkaniu, które wygrał praktycznie w pojedynkę (48pts/ 9reb/ 7ast). Od momentu, gdy do końca czwartej kwarty pozostało nieco ponad 2 minuty i przez całe dwie dogrywki punkty dla Cavs zdobywał jedynie James. 25 ostatnich punktów tego meczu dla drużyny z Cleveland należały do gracza z numerem 23. Partnerzy tylko przyglądali się jego wspaniałym zagraniom, a ich zadania praktycznie ograniczyły się do gry w obronie. Tylko najwybitniejsi zawodnicy w historii NBA potrafili rozegrać tak wielkie mecze w tak ważnym momencie playoffs i zapewnić wygraną swojej drużynie. Ten mecz w wykonaniu Jamesa już zapisał się w historii najwybitniejszych indywidualnych występów.
Jednak największym bohaterem tej serii był debiutant Daniel Gibson. Wybrany w drafcie z numerem 42 zawodnik Cavs, był najbardziej skutecznym pomocnikiem Jamesa. Przed finałem konferencji Gibson nie odgrywał znaczącej roli, był rezerwowym rozgrywającym. W pierwszym meczu rywalizacji z Pistons, także niczym się nie wyróżniał. W kolejnych dwóch spotkaniach zdobył po 9 punktów i pokazał, że może być ważnym wsparciem dla podstawowych graczy Cavs. W trzecim meczu tej serii kontuzji doznał Hughes, co ograniczyło jago czas gry w czwartym spotkaniu. Wydawało się, że może to być znaczące osłabienie dla zespołu z Cleveland. Ale wtedy pojawiał się Gibson. W momencie, w którym Cavs najbardziej potrzebowali, aby któryś z ich zawodników stał się drugą opcją w ataku. W tym meczu Gibson zdobył 21 punktów, czym znacząco przyczynił się do wygranej swojego zespołu. Podczas gdy w piątym meczu szalał LeBron, Gibson zdobył 11 punktów, będąc trzecim strzelcem drużyny. Natomiast spotkanie numer sześć to był już jego show. W czwartej kwarcie zdobył 19 punktów, a jego skuteczne rzuty za trzy wyprowadziły Cavs na pewne prowadzenie. W całym meczu miał na swoim koncie aż 31 punktów (najwięcej w karierze, w sezonie zasadniczym jego rekord to 19 punktów) i stuprocentową skuteczność rzutów za trzy (5-5). Jego bardzo silną stroną były także rzuty wolne, świetnie potrafił wymusić faule przecinków i egzekwował rzuty z 89% skutecznością (33-37).
Nie można także pominąć bardzo dobrze grającego Ilgauskasa (12.8pts/ 9reb). Był on silnym punktem pod koszami, wykorzystując swoją przewagę wzrostu nad rywalami z Detroit. Ale także Gooden, Hughes, Pavlovic i Varejao solidnie wspierali swojego lidera. Nie mieli może bardzo dobrych występów, ale byli silnym punktem zespołu.
Pistons_____________________________________________
Druga z rzędu porażka drużyny z Detroit w finale wschodu kończy pewną erę w historii Pistons. Po raz kolejny byli najlepszą drużyną konferencji w sezonie zasadniczym, ale nie potrafili wywalczyć sobie gry w wielkim finale. Widać, że ta drużyna potrzebuje znacznej przebudowy, bo w obecnym skaldzie nie osiągną już sukcesów w playoffs.
W tej serii bardzo słabo grał Billups. Zdobywał średnio 15.3 punktów, podczas gdy po dwóch pierwszych rundach jego średnia wynosiła 20.5. Miał także znacznie mniej asyst (3.5) przy aż 3.8 stratach. Co prawda, trafił kilka ważnych rzutów, ale nie potrafił pociągnąć za sobą drużyny, nie był liderem, jakiego Pistons potrzebowali. Zawodził również Prince, który zdobywał zaledwie 8.7 punktów przy fatalnej skuteczności 24.2% (16-66). Oczywiście jego gorszą dyspozycję w ataku można tłumaczyć ogromnym wysiłkiem w defensywie. Robił on, co mógł, aby zminimalizować zdobycze Jamesa. Jednak skutecznie udawało mu się to tylko w pierwszych dwóch meczach, potem LeBron był nie do zatrzymania.
Wallace mimo, że przyczynił się do zwycięstwa w meczu numer dwa, w kolejnych spotkaniach nie był już tak skuteczny. A jego faule techniczne i w konsekwencji wykluczenie w szóstym spotkaniu pogrzebały marzenie Pistons o przedłużeniu serii.
W tym pojedynku drużyna z Detroit była widocznie słabsza od Cavs. Nawet ich wygrane nie do końca wynikały ze znacznie lepszej gry, a raczej ze szczęścia. W pierwszym meczu zostawili w ostatnich sekundach wolnego Marshalla i mieli dużo szczęścia, że jego rzut był niecelny. W drugim spotkaniu w decydującej akacji sędziowie nie odgwizdali faulu Hamiltona na Jamesie. Natomiast we wcześniejszej akcji pozwolili Sheedowi na odepchnięcie Varejao w akcji ofensywnej. W tym meczu sędziowie pomogli im wygrać, gdyby uznali faule na zawodnikach Cavs bardzo możliwe, że seria zakończyłaby się po piątym spotkaniu.
Jednak największa krytyka należy się trenerowi Saundersowi. Po raz kolejny potwierdziło się, że nie potrafi on poprowadzić swojej drużyn do sukcesów w playoffs. Był to jego 10 występ w rozgrywkach posezonowych w roli głównego szkoleniowca. Po raz trzeci jego zespół był najlepszy w konferencji i po raz trzeci nie awansował do wielkiego finału. To, co nie udało mu się z Wolves, teraz ponownie nie udaje mu się ze znacznie lepszą i bardziej doświadczoną drużyna z Detroit. Saunders jest w stanie wygrywać sezon regularny, ale na playoffs się nie nadaje. Saunders nie maił zupełnie pomysłu na grę przeciwko Cavs i Jamesowi. Gdy drużynie nie szło i mieli problemy, wszystko zaczęło sie sypać. W najważniejszych momentach trener nie potrafił zaproponować skutecznej zagrywki ani w defensywie, ani w ataku. Wiadomo, że Jamesa właściwie nie da się zatrzymać, gdy ma już piłkę i zaczyna wchodzić pod kosz. Zadaniem trenera było wymyślenie takiej taktyki, która ograniczyłaby jego grę z piłką, poprzez odcięcie go od podań i nie pozwolenie mu na penetracje. Zwłaszcza w piątym meczu, klika decydujących akcji LeBron kończył spod kosza, co było niedopuszczalne dla obrony Pistons. Dlatego drugi rok z rzędu zawodnicy z Detroit rozpoczynają wakacje na początku czerwca, mimo, że playoffs zaczynali, jako najlepsza drużyna wschodu.
Cavs mistrzami wschodu