Copyright Czwarta-Kwarta.com   Wszelkie prawa zastrzeżone
STRONA GŁÓWNA         KONTAKT         ARCHIWUM
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
free hit counter
Polski Młotek uderza coraz mocniej  [27.05.09]
Szybko, łatwo i nudno   [12.05.09]
Klasyk w pierwszej rundzie   [5.05.09]
Szybko, łatwo i nudno
[12.05.09]

Szybko, łatwo i nudno - tak w trzech słowach można określić dwie pierwsze serie w wykonaniu Cavs.

11 minut przed końca czwartej kwarty, 2 minuty i 7 sekund przed końca trzeciej kwarty - to ostatni moment, w którym najpóźniej prowadzili odpowiednio Pistons i Hawks w którymkolwiek spotkaniu serii z Cavs. Tak samo jak w pierwszej rundzie, również w półfinale konferencji Cavs zakończyli rywalizację pokonując swoich przeciwników już po czterech meczach. Są jedyną drużyną, która jeszcze nie przegrała w tegorocznych playoffs. Do tego, zespół z Cleveland pobił rekord NBA pokonując swoich rywali różnicą przynajmniej 10 punktów w pierwszych ośmiu meczach fazy posezonowej. Może pobijanie kolejnych rekordów jest ciekawe, ale w efekcie tego niesamowitego osiągnięcia, byliśmy świadkami dwóch najnudniejszych serii obecnych playoffs. Przed każdym spotkaniem drużyny Króla Jamesa było wiadomo, że będzie to jednostronne widowisko, a zwycięzca może być tylko jeden. Tak ogromna dominacja zupełnie pozbawiła emocji serie z udziałem Cavaliers. Playoffs to czas niesamowitej walki i rywalizacji do ostaniach sekund, ale jak na razie nie możemy na to liczyć, gdy na parkiet wychodzi James i jego świta. Na pewno fanom Cavs bardzo się to podoba, ich ulubieńcy rozbijają przeciwników, imponują fantastyczną grą, a LeBron efektownie kończy akcje i odnotowuje niesamowite statystyki. Jednak reszta kibiców oczekuje wyrównanej serii, albo chociażby wyrównanych poszczególnych spotkań, w których obie strony walczą o wygraną. Jednostronna rywalizacja, gdzie wszystko od początku wiadomo, jest po prostu nuda. (O tym, że serie Cavs były bardzo przewidywalne może świadczyć również fakt, że ten felieton napisałem przed mecze numer 4 i nie musiałem później nic w nim zmieniać.) Oczywiście można  powiedzieć, że dla samych popisów Jamesa i jego niesamowitej gry warto oglądać spotkania Cavs. Jeden taki mecz można sobie z chęcią obejrzeć, ekscytując się grą tego wybitnego zawodnika, ale w kolejnych oczekuje się chociaż, że rywale zmuszą go do większego wysiłku.

Przed każdym z meczów było wiadomo jak on się potoczy. Właściwie już przed rozpoczęciem spotkania można było napisać: "James po raz kolejny odnotował fantastyczny występ prowadząc Cavs do pewnego zwycięstwa. Drużyna z Cleveland nie dała szans swoim rywalom, rozbili ich skuteczną obroną, a w ataku byli nie do zatrzymania i ponowne wygrali dwucyfrową różnicą punktową". Tak mniej więcej mogła wyglądać notatka z każdego dotychczasowego meczu Cavs, wystarczyłoby tylko uzupełnić ją o odpowiednie statystyki. To na pewno nie jest to, czego oczekujemy po rywalizacji w najważniejszym momencie rozgrywek, kiedy pozostało już tylko kilka najlepszych drużyn całej ligi. Jeszcze można było uznać za naturalne to, że drużyna numer jeden łatwo rozprawiła się z ósmą. Chociaż od doświadczonych Pistons powinno oczekiwać się znacznie więcej niż najbardziej wyrównanego spotkania, w którym przegrali 'tylko' 11 punktami. Natomiast Hawks byli w sezonie regularnym czwartą siłą wschodu, pokonali po długiej walce rewelacyjnego Wade'a, a teraz wydaje się, że zaleźli się przez przypadek w drugiej rundzie. W pewnej części ich niepowodzenia tłumaczą problemy zdrowotne podstawowych zawodników, ale to nie jest usprawiedliwieniem tak kompromitujących porażek jakie odnieśli w Cleveland. Nawet przez chwilę zawodnicy z Atlanty poważnie nie zagrozili swoim rywalom i w każdym ze spotkań w czwartej kwarcie było już właściwie wszystko jasne (no może poza meczem numer 4).

W tegorocznych playoffs mieliśmy jeszcze inne nudne serie, ale i tak nie były one aż tak jednostronne jak te z udziałem zespołu z Cleveland. W pierwszej rundzie Nuggets wręcz zniszczyli Hornets, a w meczu numer 4 skompromitowali ich przed własną publicznością. Jednak nawet drużyna, która przegrała różnicą 58 punktów, we wcześniejszym spotkaniu była w stanie pokonać zespół z Denver. Dzięki temu, po trzech spotkaniach można było mieć nadzieję (bardzo nikłą, ale zawsze jakąś), że Hornets jeszcze powalczą. Natomiast kiedy dochodziło do starć z Cavs, kibice drużyn grających przeciwko nim od razu byli pozbawiani jakichkolwiek złudzeń, że to będzie wyrównany pojedynek.

Cavs oczywiście byli numerem jeden i teraz to potwierdzają. Pozostaje nam jedynie wierzyć, że w finale konferencji Magic lub Celtics sprawią im znacznie więcej problemów i nie będziemy już świadkami czteromeczowej serii. Obecna sytuacja pozbawia nas widowiska i emocji, ale wydaje się być idealną dla Cavs. Pokazują oni swoją ogromną siłę, ich zawodnicy nie muszą grać po 40 minut, by zapewniać swojej drużynie zwycięstwa, a szybko zakończone serie dają im kilka dni więcej odpoczynku. Jednak ciągle nie wiemy jaka jest wartość tej drużyny w bardziej wyrównanych spotkaniach. Czy w momencie gdy o zwycięstwie będą decydowały ostatnie minuty, Cavs zachowają zimną krew i nadal będą tak skuteczni? Ostatnią drużyną, która przebrnęła przez dwie pierwsze rundy bez porażki byli Heat w 2005. Warto przypomnieć, że później w finale wschodu, kiedy Pistons okazali się znacznie silniejszym przeciwnikiem niż ich wcześniejsi rywale, Heat odpadli po siedmiu meczach. Dlatego trzeba pamiętać, że Cavs są ciągle daleko od wielkiego finału i jeszcze wszystko może się zdarzyć. Bilans 8-0 nie będzie teraz miał znaczenia, dlatego w końcu powinno zrobić się ciekawie.