Copyright Czwarta-Kwarta.com   Wszelkie prawa zastrzeżone
STRONA GŁÓWNA         KONTAKT         ARCHIWUM
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
free hit counter
Polski Młotek uderza coraz mocniej  [27.05.09]
Szybko, łatwo i nudno   [12.05.09]
Klasyk w pierwszej rundzie   [5.05.09]
Klub Krytyków Stana  [16.06.09]
Wygrywali wszystko, a ostatecznie nic  [2.06.09]
Klub Krytyków Stana
[16.06.09]

Ojcem Założycielem Klubu jest "most dominant eve" - Shaquille O'Neal. To jego stwierdzenie, że Stan Van Gundy jest mistrzem paniki dało podwaliny do powstania KKS-u. W trakcje sezonu, gdy Shaq skrytykował trenera Magic, wywołał dyskusję na temat zdolności tego head coacha. W owym czasie nawet Gortat pozwolił sobie w jednym z wywiadów zgodzić się z wypowiedzią O'Neala i również przyłączył się do grona krytyków. Ja osobiście próbowałem nie ujawniać za bardzo tego w moich tekstach, starając się zachować obiektywność, ale także uważałem, że Stan to panikarz. Dlatego dołączyłem do Klubu i stałem się jego samozwańczym rzecznikiem prasowym. W końcu Van Gundy prowadził już świetny zespół w 2005 i nic z nim nie osiągnął. Wtedy Heat przeszli przez dwie pierwsze rudny playoffs bez porażki, jednak później przegrali w rywalizacji z Pistons. Kiedy Heat zaczęli mieć problemy, seria i poszczególne mecze były bardzo wyrównane, znacznie większą rolę odgrywali trenerzy i Stan w tym momencie zawiódł. To był jeden z powodów dla których uznałem, że Shaq ma rację. Poza tym, Ojciec Założyciel dodał jeszcze, że kiedy przyjdzie czas playoffs, gdy będzie prawdziwa presja, Stan po raz kolejny nie stanie na wysokości zadania i spanikuje, a kiedy panikuje generał panikują jego podwładni, tak więc Magic nie zajdą daleko w fazie posezonowej. I tak cały Klub czekał na playoffs, żeby potwierdziły się te prorocze słowa, a zarazem nasze motto: "When the general panics, the troops will panic". Niestety, Ojciec Założycieli nie docenił swojego byłego trenera. Po pierwszych trzech meczach rywalizacji z Sixers, kiedy Magic grali słabo, a do tego w spotkaniu numer 1 stracili w końcówce prowadzenie i przegrali, wydawało się, że nasz Klub szybko się powiększy. Jednak z każdą kolejną rundą liczba krytyków Stana się zmniejszała, a KKS stanął na granicy upadku.

Van Gundy wcale nie spanikował gdy jego drużyna przegrywała 2-1 z Sixers i Magic wygrali następne 3 mecze zapewniając sobie awans. Natomiast w 7-meczowej rywalizacji z ubiegłorocznymi mistrzami również to Stan był górą. Doświadczeni Celtics byli dla Magic bardzo wymagającym rywalem, a w starciu z opanowanym Riversem panikujący Stan był właściwie na przegranej pozycji. Ostatecznie jednak to trener Magic poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa. Na szczęście dla nas można było jeszcze uznać, że udało mu się to dzięki osłabieniu i zmęczeniu Celtics. Ale Van Gundy i jego Magic nie zwalniali z tempa. Później poprowadził on swoich podopiecznych do skutecznej gry przeciwko Cavs i obnażył wszystkie słabości dworu Króla Jamesa, przyczyniając się do drugiego w historii Magic występu w wielkim finale. W tych trzech rundach było oczywiście kilka spotkań, w których drużyna Van Gundy'ego przegrywała w dużej mierze przez jego błędy. Jednak ostatecznie zawsze wychodził on obronną ręką i w serii to Magic okazywali się lepsi. W takiej sytuacji krytykować go można było, ale każdemu w końcu mogą zdarzyć się błędy, najważniejsze żeby ostatecznie wygrać, a to Stanowi się udawało.

Dopiero finał i pojedynek z Lakers ponownie przywrócił sens istnienia naszego Klubu. Presja tego ważnego wydarzenia i perspektywa wywalczenia tytułu mistrzowskiego przerosły szkoleniowca Magic. Stan od pierwszego meczu popełniał błędy i nie potrafił wykorzystać siły swoich podopiecznych. Tak więc jako reprezentant KKS przedstawię teraz te błędy.
Mecz 1: Nelson, który dopiero po raz pierwszy od lutego pojawił się na parkiecie grał przez całą druga kwartę. Rozgrywający w pierwszych akcjach zaprezentował się bardzo dobrze, ale później jego obecność rozbiła grę w ataku Magic. W efekcie, przegrali tą część spotkania 12 punktami, dzięki czemu Lakers przejęli inicjatywę i już do końca kontrolowali przebieg meczu. Poza tym, eksperymentował z duetem Howard-Gortat. Przecież w finale powinno opierać się na sprawdzonych pomysłach, a nie próbować nowych rozwiązań.
Mecz 2: (dobrze zaplanował ostatnią akcję, która miała być zakończona alley-oopem, ale nie jestem tu po to żeby go chwalić) nie potrafił w dogrywce poprowadzić Magic, jego błędem między innymi było to, że trzymał na parkiecie wtedy Redicka, który grał słabo i popełniał błędy
Mecz 3: Magic wygrali tak więc bez komentarza
Mecz 4: 11 sekund przed końcem czwartej kwarty, Magic mają 3 punkty więcej, a piłka jest po stornie Lakers. Celem było niepozwolenie rywalom rzucić za trzy i doprowadzić do remisu. To im się nie udało, ponieważ Stan nie zdecydował się faulować, a trzeba było. W efekcie Fisher trafił, a w dogrywce ponownie trener Magic nie potrafił odpowiednio ustawić zespołu i zmotywować swoich zawodników, co przełożyło się na zaledwie 4 zdobyte punkty. Warto również dodać, że całą czwartą kwartę i dogrywkę na ławce przesiedział Alston, grał natomiast Nelson, który spisywał się znacznie gorzej niż podstawowy rozgrywający. Do tego, to właśnie Nelson nie przypilnował Fishera, kiedy on doprowadzał do remisu. W tym czasie na parkiecie nie pojawił się również Lee, który w poprzednim meczu bardzo skutecznie grał w obronie przeciwko Bryantowi.
Mecz 5: przed meczem Magic zapowiadali, że przedłużą serię, ale w samym spotkaniu zagrali słabo, a Stan był zupełnie bezradny i nie potrafił znaleźć sposobu na Lakers.

Po przegranym finale przez Magic z czystym sumieniem możemy teraz powiedzieć, że w ostatecznej walce o tytuł Stan zawiódł. W tym miejscu chciałbym jednak podkreślić, że nie uważamy go za beznadziejnego trenera. W końcu Van Gundy wygrał w sezonie zasadniczym prawie 60 spotkań, a w playoffs zaszedł aż do finału. To, że jest on bardzo dobrym head coachem na sezon zasadniczy było wiadomo już wcześniej, ale nasz Klub krytykuje go przede wszystkim za postawę w playoffs. Trzeba przyznać, że w tegorocznej fazie posezonowej pokazał nam, że stać go na więcej niż przypuszczaliśmy. Jednak ostatecznie przeważyła jego prawdziwa natura, trenera niepotrafiącego wygrać najważniejszych meczów. Stan nie ma psychiki, która pozwoliłaby mu zapewnić drużynie tytuł mistrzowski.

Po niepewnych czasach playoffs, dzięki finałom KKS przetrwał i ponownie może starać się o pozyskanie nowych członków, wierząc, że coraz więcej ludzi będzie dostrzegać prawdziwe oblicze panikującego Stana. Niestety nie udało nam się przekonać Marcina do oficjalnego wstąpienia do Klubu. Po tym jak skrytykował on swojego trenera, później nie mógł pozwolić sobie na otwarty konflikt z nim i postanowił nie wypowiadać się dalej w tej kwestii. Pozostali zawodnicy Magic również zrezygnowali z przystąpienia do KKS-u, ale nie jeden w nieoficjalnej rozmowie zgadzał się z naszymi poglądami wobec Stana. Mogę jedynie powiedzieć, że Alston ciągle nie wie dlaczego końcówkę czwartego meczu przesiedział na ławce. Howard natomiast jako lider drużyny uznał, że nie wypada mu krytykować head coacha. Chociaż ma do niego sporo uwag, między innymi to, że nie zawsze potrafił on tak ustawić zespół, by w pełni wykorzystać możliwości ofensywne środkowego Magic. Poza tym, Howard ciągle nie może wybaczyć Stanowi, że kiedyś na konferencji prasowej pytany o to, kto jest liderem drużyny wskazał na siebie, a nie na młodego Supermana. Niestety żaden z graczy Magic nie jest naszym oficjalnym członkiem, znamienne jest jednak to, że nie przystąpili oni także do Klubu Obrońców Stana. KOS został założony przez młodszego z Van Gundy'ch, Jeffa. Obecny komentator stacji ESPN uznał, że nie może pozwolić, by jego rodzina była obrzucana błotem i postanowił bronić myśli szkoleniowej swojego brata.

Możecie teraz dołączyć do nas i krytykować Stana Van Gundy'ego lub docenić jego sukces, awansu do finału i stanąć po stornie obrońców jego dobrego imienia. Wybór należy do was.