Copyright Czwarta-Kwarta.com   Wszelkie prawa zastrzeżone
STRONA GŁÓWNA         KONTAKT         ARCHIWUM
autorem wszystkich tekstów jest Adam Szczepański
free hit counter
Polski Młotek uderza coraz mocniej  [27.05.09]
Szybko, łatwo i nudno   [12.05.09]
Klasyk w pierwszej rundzie   [5.05.09]
Wygrywali wszystko, a ostatecznie nic 
[2.06.09]

Każdy, kto obserwuje NBA chociażby kilka sezonów dobrze wie, że imponujące wyniki w części zasadniczej właściwie nic nie znaczą w playoffs. Drużyny osiągające w fazie regularnej bardzo dobre rezultaty oczywiście mają przewagi: grają więcej spotkań przed własną publicznością, a na początku spotykają się z teoretycznie słabszymi rywalami. Jednak w playoffs wszystko zaczyna się od nowa, ponownie trzeba potwierdzić swoją siłę i nigdy drużyna z numerem jeden nie może być pewna występu w Finale. I tak właśnie jest w tym roku. Cavs w sezonie wygrali 66 spotkań, dominowali u siebie w Q Arena, a na koniec wszystkich wyprzedzili zajmując pierwszą pozycję w całej lidze. Dzięki temu byli pewni, że awansując do Finału na pewno będę mieli tam przewagę własnego parkietu, obojętnie z kim się spotkają. Niestety to już im nie pomoże, ponieważ po tym jak wygrali pierwsze osiem spotkań, odpadli z rywalizacji po kolejnych sześciu. Drużyna z Cleveland w dwóch pierwszy rundach imponowała niesamowitą grą i bez problemów rozprawiała się z rywalami. W międzyczasie James został mianowany najlepszym zawodnikiem sezonu i zajął drugie miejsce w głosowaniu na obrońcę roku, a Browna uznano najlepszym trenerem. Wtedy mogło się wydawać, że są oni głównymi faworytami do występu w Finale. Jednak to Magic teraz zmierzą się z Lakers w ostatecznej walce o tytuł.

Cavs w tym roku wszystko wychodziło, pobijali klubowe i ligowe rekordy, a na początku playoffs podtrzymywali tą niesamowitą formę przechodząc do finału konferencji jak burza. Fantastycznie grał Jamesa, a do tego miał duże wsparcie od swoich partnerów. Wreszcie Cavs mieli prawdziwy zespół, a nie tylko jednego gwiazdora. Do czasu. Starcie z Magic pokazało, że w Cleveland właściwie nic się nie zmieniło i nadal poza LeBronem nie mają oni dużo do zaproponowania. Można teraz mówić, że o ich porażce przesądziła zbyt duża pewność siebie po ośmiu zwycięstwach, albo, że wybiła ich rytmu długa przerwa po drugiej rundzie, kiedy czekali prawie tydzień na poznanie swojego przeciwnika, albo po prostu Magic są drużyną, która im zupełnie nie odpowiada. Nie zmienia to jednak faktu, że drużyna, która była teoretycznie najlepsza i najsilniejsza - przegrała i nie zdobędzie w tym roku mistrzostwa. Potwierdziło się to, o czym nie chcieli myśleć  kibice Cavs mając nadzieję, że w playoffs ich ulubieńcy staną na wysokości zadania w najważniejszym momencie. Chodzi tu mianowicie o słabość Cavs w starciach z pozostałymi drużynami z czołówki. Już w sezonie zasadniczym mieli oni ujemny bilans meczów w pojedynkach z Lakers, Celtics i Magic. Kiedy ich przeciwnicy byli znacznie słabsi, drużyna z Cleveland bezwzględnie ich niszczyła, ale gdy przyszedł czas na prawdziwy sprawdzian ujawniły się wszystkie ich słabości. Może James rozgrywał fantastyczne spotkania w finale wschodu i zdobywał po 40 punktów, ale co z tego? To były tylko popisy indywidualne, a nie zapewnianie kolejnych zwycięstw. Jego partnerzy okazali się zbyt słabi, by pomóc mu osiągnąć coś naprawdę znaczącego w playoffs. W rywalizacji ze słabszymi drużynami, dobra gra Williamsa i Westa, waleczność Varejao i spokój Ilgauskasa wystarczały. Natomiast w finale konferencji trzeba było czegoś więcej, w tym momencie powinni oni grać jeszcze lepie, ale to było niemożliwe, bo ich szczyt umiejętności został już osiągnięty. Poza Jamesem, w Cleveland nie ma gwiazdorów, którzy potrafiliby odpowiednio go wesprzeć. Ale jeszcze niedawno wydawało się, że zespół mający w swym składzie MVP, prowadzony przez Trenera Roku w najgorszym wypadku będzie wicemistrzem ligi. Tym samym, po raz kolejny potwierdziło się, że sukcesy sezonu zasadniczego, nagrody i rekordy, nic nie znaczą jeśli nie potwierdzi się swojej siły w najważniejszych meczach playoffs, a Cavs nie byli w stanie tego zrobić.

W Finale natomiast zagrają Magic, trzecia drużyna konferencji wschodniej w części regularnej. Kiedy w trakcie sezonu słyszałem, że Marcin Gortat występuje w zespole z Orlando, jednym z głównych faworytów do mistrzostwa, myślałem sobie, że to trochę zbyt optymistyczny ton. Oczywiście Magic przez całe rozgrywki spisywali się bardzo dobrze, wygrywali, ale wtedy wyglądali na zespół części zasadniczej, a nie drużynę, która może coś osiągnąć w playoffs.  Ostatecznie to jednak Cavs okazali się tego typu drużyną, a Magic pokazali, że są gotowi na sukces.

Przed playoffs moim faworytem do Finału ze wschodu byli Celtics, ale kontuzja Garnetta pokrzyżowała ich plany i właściwie nie mieli szans na dobry wynik. Dlatego, gdy obrońcy tytułu zostali już właściwie wyeliminowani, wydawało się, że to otwiera drogę Cavs do finału. Nie spodziewałem się, że Magic będą w stanie ich pokonać. Przecież to Cavs mają Jamesa, który może sam wygrywać mecze, a Howard, chociażby ze względu na swoją pozycję musi polegać na partnerach, sam nie wykreuje sobie pozycji rzutowych i nie zdobędzie 40 punktów. Poza tym, trener Brown miał większe sukcesy w playoffs i już grał w Finałach, podczas gdy Van Gundy w 2005 z Heat wygrał pierwsze 8 spotkań, by odpaść w finale wschodu, tak jak teraz Cavs. O tym, że Magic nie są drużyną gotową na sukces w playoffs mogły świadczyć pierwsze 3 mecze serii z Sixers. Jednak od tego momentu drużyna z Orlando w każdym kolejnym spotkaniu grała coraz lepiej i coraz bardziej pokazywała swoją ogromną siłę. Rywalizacja z Celtics była dla nich prawdziwym sprawdzeniem, mistrzowie dali im dobrą lekcję, z której Magic szybko wyciągnęli wnioski, co pomogło im pokonać ekipę z Bostonu, a następnie awansować do Finału. Przecież przegrywali już z Celtics 3-2, a potem rozegrali 2 świetne mecze i zapewnili sobie zwycięstwo w całej serii.

Teraz ponownie jesteśmy w sytuacji, w której teoretycznie Magic znowu są na gorszej pozycji. Jeszcze po pierwszej rundzie, gdybym miał typować wynik finału Lakers-Magic bez zawahania postawiłbym na pewne zwycięstwo tych pierwszych. Ale w tym momencie bardzo trudno przewidzieć jak to się zakończy. Właściwie młoda ekipa Magic nie ma z Lakers większych szans, ale po tym co pokazali w starciach z Celtics i Cavs, nie można już ich nie doceniać i teraz jestem już w stanie sobie wyobrazić, że Gortat zostanie mistrzem NBA.