Copyright Czwarta-Kwarta.com Wszelkie prawa zastrzeżone
9.05.2008
Przegrani pierwszej rundy
Nuggets
Iverson, Anthony, Camby i Martin, mając takich zawodników można oczekiwać czegoś znacznie więcej niż cztery przegrane mecze w pierwszej rundzie. Kolejny rok drużyna z Denver odpada już na samym początku rozgrywek posezonowych. Ich jedynym sukcesem jest fakt, że wygrali pojedynek z Warriros i w ogóle znaleźli się w playoffs. W takiej sytuacji może trochę dziwić brak dyskusji o przyszłości trenera Karla w Denver. Podczas gdy dużo mówi się o zmianach w zespołach Suns i Mavs, w Nuggets jak na razie jest cisza. Karl przyszedł do Denver w trakcie sezonu 2004/05 i przez cztery lata właściwie nic nie osiągnął. Mimo, że jego zespół znacznie sie wzmocnił po pozyskaniu Iversona to ciągle nie grają na miarę swojego potencjału. Co prawda obecny sezon i 50 zwycięstw to najlepszy wynik Karla z Nuggets, ale w playoffs nic się nie zmieniło. Karl nie był w stanie dotychczas zbudować zespołu mogącego odnosić sukcesy i to się raczej nie zmieni. W Denver potrzebny jest nowy trener, który będzie lepiej potrafił wykorzystać duet AI - Melo. Można także uznać, że skład jest zły i dokonać poważnych transferów bez zwalniania head coacha. Ale bez wątpienia Nuggets muszą coś zrobić w tym offseason jeśli nie chcą by za rok ich jedynym osiągnięciem po raz kolejny był tylko sam awans do playoffs.
Mavs
Drugi raz z rzędu odpadli w pierwszej rundzie. Okazało się, ze pozyskanie Kidda nie wystarczyło by mogli realnie powalczyć o mistrzostwo. Po kolejnym sezonie rozczarowań zmiany były nieuniknione. Dlatego zwolniony został Johnson. Stworzył on w Dallas silną ekipę, która świetnie spisywała się w sezonie zasadniczym, ale w palyoffs bywało już różnie. Sezon 2005/06 był szczytem możliwości tej drużyny. Wtedy byli bardzo blisko tytułu, ale ostatecznie przegrali rywalizację z Heat. Potem był fantastyczny sezon zasadniczy i zaskakująca porażka w pierwszej rundzie. A teraz jeszcze gorszy wynik: 7 pozycja i wakacje po pięciu meczach z Hornets.
Przed Mavs teraz pracowite wakacje. Teoretycznie mają bardzo silny skład, ale dotychczas nie osiągnął on nic znaczącego poza grą w finałach. Dlatego trzeba go przebudować. Zmiany rozpoczęli pozyskując Kidda i wszystko wskazuje na to, że nie powinni na tym poprzestać. Między innymi muszą zastanowić się nad dalszą przyszłością Howarda w Dallas, bo jego problemy i słaba gra nie pomagają drużynie. Natomiast nowy trener (najprawdopodobniej będzie to Carlisle) powinien nauczyć ich gry w trudnych i ważnych meczach by w przyszłym sezonie Mavs dłużej pozostali w playoffs.
Suns
Eksperyment Shaq w Phoenix nie przyniósł oczekiwanego efektu. O'Neal miał zapewnić im mistrzostwo, ale w tym roku Suns byli daleko od tego, szybko odpadając z rywalizacji ze Spurs. Jednak nie można powiedzieć, że pozyskanie Shaqa było błędem. Z Marionem w składzie także nie zdobyliby mistrzostwa, więc warto było spróbować. Tym bardziej, że Shaq w Arizonie grał bardzo dobrze. Po tym jak w Miami oglądaliśmy starzejącego się gwiazdora, w Phoenix O'Neal spisywał się świetnie jak na swój wiek. Wrócił na poziom double-double i skutecznie współpracował z partnerami. Dzięki niemu więcej miejsca do gry miał Amare, który od momentu transferu odnotowywał rewelacyjne występy. Suns w krótkim okresie nauczyli się grać z centrem, co jest sporą zasługa D'Antoniego. Mimo, że była to bardzo poważna zmiana stylu. Może przydał by im się jeszcze miesiąc, albo dwa na jeszcze lepsze przyzwyczajenie się do obecności O'Neala na boisku, ale niestety nie mieli tyle czasu. A i tak wszystko wskazywało na to, że są na tyle silni by powalczyć ze Spurs. To się jednak nie udało i trzeba było wyciągnąć wnioski. Po pierwsze możemy spodziewać się zmiany trenera. D'Antoni pokazał, że świetnie prowadzi swój zespół w sezonie zasadniczym, ale w playoffs nie potwierdził swojej klasy. W Suns potrzebny jest szkoleniowiec, który będzie wiedział jak wygrywać w fazie posezonowej. Jak na razie żadna decyzja nie zapadła, ale już wiadomo, że D'Antoni rozmawia z Bulls i Knicks. Teraz tylko Suns czekają aż on sam zrezygnuje, natomiast na zwolnienie i wypłatę reszty kontraktu czeka D'Antoni. Ale to tylko kwestia czasu, Suns muszą szukać nowego trenera. Drugą ważną kwestią jest pozyskanie odpowiedniego wsparcia z ławki. Gra ósemką zawodników przez cały sezon nie daje efektów, zwłaszcza w playoffs gdy podstawowi gracze są zmęczeni długimi rozgrywkami w części zasadniczej.
Rockets
Przez cztery lata gdy Rockets prowadzeni są przez duet McGrady - Yao, trzy raz grali w playoffs i za każdym razem odpadali po pierwszej rundzie. Ciągle im czegoś brakuje, mimo, że skład mają coraz silniejszy. T-Mac nie jest zawodnikiem mogącym poprowadzić ich do zwycięstw w fazie posezonowej. Natomiast Ming ciągle ma problemy z kontuzjami, które stają na drodze Rockets by dominować w lidze. Gdyby ten duet był zdrowy, a zawodnicy zadaniowi grali tak skutecznie jak w tym sezonie, Rockets mogliby liczyć na pewne miejsce w pierwszej trójce zachodu. W tym roku i tak byli bardzo bliscy pozycji w ścisłej czołówce. Ale to ciągle nic, jeśli nie wygrywa się w playoffs. Brakuje im w tych meczach lidera. Mógłby nim być Yao, ale niestety kontuzja wykluczył go z gry. Jest to bardzo niekorzystna sytuacja dla drużyny. Z jednej strony nie potrafią wykorzystać swojego potencjału, z drugiej ciągle przeszkadzają im w tym kontuzje najważniejszych graczy. Dobrą stroną obecnego sezonu jest natomiast to, że był to pierwszy rok pracy Adelmana w Houston. Zbudował świetny zespół i można oczekiwać, że w przyszłych rozgrywkach będzie jeszcze lepiej. Drużyna będzie bardziej zgrana i może w końcu Yao i T-Mac będą zdrowi. Pozostaje nadzieja, że w przyszłym sezonie doświadczony trener w końcu poprowadzi Rockets do drugiej rundy.
Hawks
Najgorsza drużyna sezonu regularnego grająca w tegorocznych playoffs była najbliżej awansu do drugiej rundy spośród wszystkich zespołów, które ostatecznie odpadły po tej fazie. Jest to bez wątpienia spore zaskoczenie. Wydawało się, że z Celtics nie mają w ogóle szans i łatwo przegrają czerty mecze. Jednak pokazali, że swój duży potencjał i możliwości jakie drzemią w tej drużynie. Gdyby tak grali w części zasadniczej mogli by liczyć na znacznie wyższą pozycję niż ósmą.
Ta seria trochę skomplikowała sytuacje Hawks przed przyszłymi rozgrywkami. Władze drużyny Atlanty muszą teraz zdecydować czy seidem spotkań z Celtics to wystarczająco dobry wynik by zostawić trenera Woodsona. Wcześniej mogło się wydawać, że Hawks powinni zająć wyższą pozycję i jedynie zmiana head coacha może pomóc im stać się prawdziwą siłą na wschodzie. Gdyby odpadli po czterech/ pięciu meczach Woodson najprawdopodobniej od razu straciłby pracę. Jednak trudniej zwolnić trenera, który tak skutecznie poprowadził drużynę przeciwko najlepszej ekipie sezonu. Ale z drugiej strony, czy dobre siedem meczy są równoważne z 82 spotkaniami sezonu. Hawks co prawda dostali się w końcu do playoffs, ale w słabiej konferencji i z dużym potencjałem powinni grać znacznie lepiej. Teraz władze Hawks muszą przemyśleć co zrobić by w następnych rozgrywkach Hawks byli jeszcze lepsi. Na pewno priorytetem jest podpisanie nowych kontraktów ze Smithem i Childressem. Ale by wejść na kolejny poziom ważny będzie odpowiedni trener i pozostaje pytanie czy jest nim Woodson.
Sixers
Przez cały sezon Sixers udowodniali, że mają charakter i mimo teoretycznie słabego składu mogą wygrywać. Potwierdzili to także w playoffs. Nie pozwolili Pistons na krótką serię mimo, że są od nich znacznie słabsi. Teraz pozostaje im nie zmarnować tego potencjału i odpowiednio wzmocnić zespół przed przyszłymi rozgrywkami. Będą mieli sporo pieniędzy na pozyskanie klasowych graczy, ale muszą pamiętać by zatrudnić zawodników pasujących do koncepcji Cheeksa. Nie powinny to być gwiazdy, które zdominują drużynę, a zawodnicy zespołowi potrafiący skutecznie współpracować z partnerami.
Raptors
Po świetnym sezonie 2006/07 w Toronto oczekiwano na jeszcze lepsze rozgrywki. Jednak były one trochę gorsze niż poprzednie. Jedną z głównych przyczyn był brak postępu w grze Bargnaniego. Jako debiutant spisywał się rewelacyjnie, ale w drugim roku nie było widać znacznej poprawy. Okazało się, że potrzebuje on więcej czasu by stać się gwiazdą drużyny. Przeszkodziły im również kontuzje, cały sezon stracił Garbajosa, a także Ford musiał sporo meczy przesiedzieć na ławce. To jednak pomogło innym zawodnikom w wybiciu się. Objawieniem rozgrywek był Moon, natomiast Calderon pokazał się jako rewelacyjny rozgrywający. Był to sezon, który dał Raptors kolejne doświadczenie gry w playoffs. Po dwóch latach występów w tej fazie powoli przychodzi czas by zacząć myśleć o czymś więcej. Przed przyszłym sezonem powinni raczej pomyśleć o utrzymaniu składu i ewentualnych kosmetycznych wzmocnieniach. Mają dobry skład, a młodzi zawodnicy mają coraz więcej doświadczenia by poprowadzić Raptors do sukcesów. Dopiero następny sezon pokaże czy Bosh i Bargnani to duet z którym można spokojnie myśleć o przyszłości.
Wizards
Największym problemem dla Wizards w tegorocznych playoffs był chyba powracający do gry Arenas. Przez większość obecnego sezonu grali bez niego i spisywali sie bardzo dobrze. Bez Agenta Zero grali bardziej zespołowo, nie było jednego dominującego lidera. Natomiast po powrocie Arenas chciał jak najlepiej pomóc swojej drużynie, ale nie był w swojej normalnej dyspozycji by skutecznie to zrobić. Jako rozgrywający zabiera on często grę swoim partnerom. Gdy jego indywidualne popisy przynoszą punkty nie jest to tak dotkliwe dla drużyny. Jednak teraz był bez formy, a próby kreowania sobie pozycji do rzutu nie tylko niszczyły grę zespołową, ale także nie przynosiły żadnego efektu. A trener Jordan wyglądał na bardzo niezdecydowanego w tej sytuacji. Nie wiedział czy ma stawiać na Arenasa bo to w końcu gwiazda drużyny, czy może lepiej byłoby grać bez niego. Żeby myśleć o zwycięstwie z Cavs potrzebny był zdrowy Agent Zero. A tak po raz kolejny byli zbyt słabi by pokonać Jamesa i jego drużynę.
Przed następnym sezonem czeka ich ciężka praca. Z zespołu mogą odejść Jamison i Arenas, na co Wizards nie mogą sobie pozwolić. Pozostaje jednak zagrożenie, że jedynym celem GM będzie zatrzymanie tych graczy i tylko na tym się skupi. A poza podpisaniem kontraktów z gwiazdorami w Waszyngtonie potrzebne są także wzmocnienia. Z Jamisonem i Arenasem będą silną drużyną, ale ponownie nie osiągną nic więcej niż w dotychczasowych sezonach. Chcąc iść na przód potrzebne są wzmocnienia pod koszem i wydłużenie ławki.