• Strona główna
  • 4kwarta News
  • Market
  • Redakcja
  • Współpraca
  • Archiwum
  • TRADE RUMORS

Playoffs, dzień 20: Pacers na prowadzeniu

maj18
2012
2 komentarzy Adam Szczepański

Pacers – Heat  94:75
Pacers 2-1

_Roy Hibbert: w poprzednim meczu zdobył kilka punktów na samym początku, a potem zupełnie zniknął. Wczoraj natomiast był najlepszym zawodnikiem Pacers, wykorzystał swoją przewagę nad podkoszowymi Heat, bardzo dobrze grał w ataku i zdominował walkę na tablicach. Zdobył 19 punktów (56.3% z gry), zebrał 18 piłek i do tego dołożył jeszcze 5 bloków. Zagrał jak przystało na środkowego, który w tym sezonie został wybrany do All-Star Game. Dzięki jego dominacji pod koszami, Pacers zdecydowanie wygrali walkę o zbiórki i zebrali 16 piłek więcej niż zawodnicy z Miami.

_No-offense Heat: w drugim meczu z rzędu Pacers zatrzymali Heat na 75 punktach, a do tego udało im się bardzo ograniczyć popisy gwiazdorów gości. Gospodarze swoich rywali zniszczyli przede wszystkim w drugiej i trzeciej kwarcie, kiedy zatrzymali Heat na 29 punktach, skuteczności z gry na poziomie 27% i wymusili też 10 strat. Kolejny mecz bez Bosha i kolejny, w którym ofensywa drużyny z Miami właściwie nie istniała. Tymczasem atak Pacers z meczu na mecz funkcjonuje coraz lepiej.

_Wade+James: Wade rozegrał fatalne spotkanie, najgorsze w swojej karierze w playoffs. W pierwszej połowie spudłował wszystkie 5 rzutów z gry i popełnił 2 straty. Po przerwie zdobył wreszcie pierwsze punkty, ale nie grał dużo lepiej. W całym spotkaniu trafił ledwie 2 z 13 rzutów, popełnił 5 strat i zdobył tylko 5 punktów. Jest to jego najgorsza zdobycz w playoffs od sezonu debiutanckiego, kiedy w game 3 serii z Hornets miał 2 punkty. Od czasu tamtej jego pierwszej w karierze serii playoffs ani razu nie miał mniej niż 14 punktów, aż do wczoraj. Trzeba też zwrócić uwagę na jeszcze jedną statystykę Wade’a, kiedy był na parkiecie Heat byli -25. Po meczu pojawiły się informacje, że Wade ma podobno problemy z urazem nogi i to ma wpływ na jego grę, choć trudno uznać to za wystarczające usprawiedliwienie aż tak fatalnego występu.
Tymczasem LeBron dołączył do niego w drugiej połowie. Jeszcze przed przerwą grał na dobrym poziomie zaliczając 16 punktów (53.8% z gry) i 6 zbiórek, ale w drugiej połowie na boisku wyglądał równie słabo co Wade. W tej drugiej połowie duet gwiazdorów Heat zdobył 11 punktów oddając 17 rzutów z gry. W takiej sytuacji ostateczny wynik i łatwa wygrana gospodarzy nie może dziwić. Warto też dodać, że w drugiej połowie James nie oddał ani jednego rzutu z pomalowanego, a Wade przez cały mecz tylko raz rzucił spod kosza, pozostałe próby podejmował nie bliżej niż 8 stóp od kosza. James zakończył mecz mając 22 punkty (45.5%) i 7 zbiórek.

_Wsparcie: zawodnicy z otoczenia gwiazd Heat wypadli lepiej niż w poprzednim spotkaniu przede wszystkim dzięki Mario Chalmersowi, który był drugim strzelcem drużyny. Chalmers rozegrał bardzo dobre spotkanie, zdobył 25 punktów (67% z gry), zaliczył 6 zbiórek i 5 asysty. Jednak w sytuacji gdy LeBron i Wade zawodzili, jego wsparcie na nic się zdało i nie uchroniło Heat przed porażką. A co gorsze, Chalmers doznał urazu nadgarstka i trudno powiedzieć czy w kolejnych meczach będzie potrafił powtórzyć tak dobry występ. Zupełnie natomiast nie wypalił desperacki ruch trenera Spoelsty, jakim było wstawienie do wyjściowej piątki Dextera Pittmana.

_Game 4: Heat mają teraz nieco dłuższą przerwę przed kolejnym meczem (rozegrają go w niedzielę) i muszą ten czas dobrze wykorzystać, aby w meczu numer 4 ich atak nie wyglądał tak samo jak w dwóch poprzednich. To będzie dla nich kluczowy mecz, który po prostu muszą wygrać, ponieważ w innym przypadku będą o krok od katastrofy i mogą wtedy już nie wytrzymać tego psychicznie. Heat są w tarapatach i zobaczymy jak sobie poradzą w tej trudnej sytuacji. To będzie prawdziwy test ich charakteru, chociaż równie dużo zależy od ich zdrowia.

_George Hill: przypieczętował efektowne zwycięstwo swojej drużyny zdobywając 11 punktów w czwartej kwarcie. Był najlepszym strzelcem Pacers z dorobkiem 20 punktów, trafił 6/8 z gry, z czego 3/4 za trzy.

_Rzuty za trzy: w pierwszych dwóch meczach Heat trafili tylko 1 z 16 rzutów za trzy, natomiast wczoraj już w pierwszej kwarcie mieli 2 celne trójki na 4 próby. Jednak tej dobrej dyspozycji zza łuku nie potrafili podtrzymać w dalszej części spotkania i spudłowali 14 z 16 kolejnych rzutów. Pacers również w pierwszych dwóch meczach mieli problem z rzutami za trzy, trafili tylko 7 z 32. Wczoraj było o wiele lepiej, 8/14.

Spurs – Clippers  105:88
Spurs 2-0

_Dominacja Spurs: tak jak można było oczekiwać, to jest bardzo jednostronna seria. Spurs grają rewelacyjnie, a Clippers są bezradni i mogą tylko podziwiać swoich rywali. W tych dwóch meczach gospodarze pokonali ekipę z LA łączną różnicą 33 punktów i przedłużyli swoją serię zwycięstw do 15. Wczoraj największą różnicę było widać w punktach z pomalowanego. Spurs zdobyli ich 50, Clippers ledwie 18. Spurs skutecznie odepchnęli ich od kosza, a przecież ofensywa Clippers jest oparta na graniu do kosza i najlepiej kończeniu akcji wsadem. Wczoraj musieli ratować się rzutami z dystansu i bardzo dobrze spisywali się w rzutach za trzy trafiając aż 9 z 13. To było jednak zdecydowanie za mało na Spurs, którzy odpowiedzieli 10 celnymi trójkami.

_Parker vs. Paul: Tony Parker obchodził wczoraj swoje 30-ste urodziny i w prezencie podarował sobie zdecydowane zwycięstwo w bezpośredniej rywalizacji z Chrisem Paulem. Rozgrywający Spurs był wczoraj najlepszym zawodnikiem na boisku, zdobył 22 punkty (42.1% z gry), z czego 14 w drugiej połowie, a na swoim koncie miał jeszcze 5 asysty, 5 zbiórek i 3 przechwyty. Lider Clippers tymczasem rozegrał kolejny słaby mecz, choć spisywał się nieco lepiej niż w fatalnym meczu otwarcia. Ostatecznie zanotował 10 punktów (44.4%), 5 asyst, 4 zbiórki i aż 8 strat. Te 8 strat to najgorszy wynik w jego karierze w playoffs. Warto też dodać, że jeszcze nigdy nie miał w playoffs aż 3 strat więcej niż asyst. Jego poprzednim najgorszym osiągnięciem pod tym względem były 4 asysty i 5 strat w game 7 serii z Grizzlies. To nie jest Paul jaki prowadził swoją drużynę do zwycięstw w pierwszej rundzie. Jeśli nie będzie potrafił poradzić sobie z problemami zdrowotnymi (co będzie trudne, bo kolejne 2 mecze rozgrywane będą dzień po dniu) i nie zacznie grać jak przystało na lidera, Clippers szybko podjadą na wakacje.

_Blake Griffin: zdobył 20 punktów i był najlepszym strzelcem Clippers, ale przez 37 minut zebrał ledwie jedną piłkę.

_Boris Diaw: pierwsze dwa mecze tej serii w jego wykonaniu robią ważnie. W pierwszym meczu był najlepiej zbierającym Spurs mając 12 zbiórek. Zaliczył też 7 punktów, 5 asyst i 3 przechwyty. Wczoraj natomiast nie pomylił się ani razu oddając 7 rzutów z gry (w tym 2 za trzy) i zdobył 16 punktów. Miał także 4 zbiórki i 4 asysty.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: blake griffin, brois diaw, chris paul, clippers, dywane wade, george hill, heat, lebron james, pacers, roy hibbert, spurs, tony parker

Jak Lakers mogli wygrać w OKC

maj18
2012
Dodaj komentarz Mateusz Trybulec

W czwartkowym meczu Los Angeles Lakers – Oklahoma City Thunder niewiele dzieliło nas od zaskakującego rozstrzygnięcia, a dokładnie dwie minuty, w których to przyjezdni roztrwonili 8 punktową przewagę szybciej, niż Mike Brown potrafi krzyknąć HORNS! Jeziorowcy mają czego żałować, gdyż spotkanie układało się całkowicie po ich myśli, a wygrana w Chesapeake Energy Arena byłaby bezcenna w obliczu nadchodzącego back-to-back w Staples Center.

Najlepiej przegraną podsumował chyba Andrew Bynum (któremu nota bene znów, nie wiedzieć czemu, było do śmiechu):

We’re better than Santa Claus. We like giving out gifts. We give out games, contracts and rings.

O zwycięstwie gospodarzy w pierwszym starciu Półfinałów Konferencji Zachodniej zadecydowała przede wszystkim świetna postawa Russella Westbrooka, który zdobył 27 punktów trafiając 10-15 rzutów z gry. W 9 wypadkach, rozgrywający Thunder oddawał rzuty z półdystansu, a był skuteczny aż w 6 z tych prób. Stało się to możliwe głównie za sprawą ogromnej ilości przestrzeni, jaką dawali Westbrookowi Lakers w akcjach pick’n’roll, obawiając się zapewne jego atletyzmu i ciągu na kosz.

Zobaczcie ile miejsca w powyższej akcji dostaje rozgrywający Thunder. Wycofujący się Andrew Bynum, który chce odciąć możliwość penetracji, jest zdecydowanie za daleko, aby mieć jakiekolwiek szanse na utrudnienie rzutu zawodnikowi z Oklahoma City.

Podobne sytuacje powtarzały się praktycznie przez cały mecz, a Mike Brown nie decydował się na zmianę taktyki krycia Westbrooka.

Po druzgocącej porażce, sztab szkoleniowy Lakers wykonał jednak znakomitą robotę. Docenili w końcu ogromny postęp w skuteczności z półdystansu, jaki w tym sezonie zaliczył rozgrywający Thunder (z 36% do 43%), ale jednocześnie postanowili wykorzystać skłonność Westbrooka to zbyt dużej wiary w swój jumpshot. Przede wszystkim, zrezygnowano praktycznie z matchupu Westbrook – Bryant, a kryciem koszykarza z numerem 0 zajmował się przede wszystkim Ramon Sessions, który ma jeszcze wystarczająco sił w nogach, aby obiegać twarde zasłony Kendricka Perkinsa. Co więcej, wysocy Lakers wychodzili dużo wyżej w akcjach pick’n’roll, zakładając, że Westbrook pomimo wszelkich niesprzyjających okoliczności będzie i tak próbował swoich sił z półdystansu (co w większości wypadków się sprawdzało).

Dzięki temu, że Bynum i Gasol zaczynali krycie Westbrooka powyżej foul line extended, znajdowali się oni wystarczająco blisko rozgrywającego Thunder, aby poważnie utrudnić mu rzut.

Drużynie Lakers na pewno też pomogła postawa arbitrów, którzy postanowili z iście aptekarską skrupulatnością sędziować to spotkanie. Przed meczem pojawiło się wiele komentarzy, że Kendrick Perkins często stawiał niedozwolone zasłony w starciu numer 1, a sędziowie chyba wsłuchali się w te głosy, już w pierwszych sekundach czwartkowego meczu odgwizdując to przewinienie na wysokim gospodarzy.

Kontrowersyjne gwizdki szły na niekorzyść obydwu stron, ale Thunder byli w wyjątkowo ciężkiej sytuacji z powodu kłopotów z faulami Jamesa Hardena. Obrona Lakers mogła się zatem całkowicie skupić na ograniczaniu poczynań Kevina Duranta i Russella Westbrooka, przez co dużo częściej oddawali oni piłkę po podwojeniach do Kendricka Perkinsa, Nicka Collisona, Serge’a Ibaki czy Nazr Mohammeda. Drużyna Mike Browna tylko na to czekała, gdyż supporting cast Oklahomy jest słaby ofensywnie (dowód po kliknięciu).

(ten rzut za trzy został oddany pod koniec drugiej kwarty, Serge Ibaka stojący w rogu miał być chyba w tej zagrywce eksperymentem à la Pau Gasol za trzy. Wszak wicelider w wyścigu o DPOTY jest 33% strzelcem za trzy w tym sezonie, trafił 1 na 3, a całej karierze może popisać się tą samą skutecznością, dla wyjaśnienia 2-6).

W poprzednim spotkaniu, czwórka ta oddała tylko 16 rzutów, z których aż 11 było skutecznych, a większość miała miejsce w polu trzech sekund. W meczu numer dwa, aż 12 z 21 rzutów wysocy Thunder oddawali z odległości 5-6 metrów, co przełożyło się na fatalną skuteczność.

Znakomita praca w obronie została jednak przez przyjezdnych zniweczona w dwie minuty, a Lakers pozwolili sobie wydrzeć wygraną, która mogła odmienić przebieg serii. W kolejnym spotkaniu, Scott Brooks i jego asystenci na pewno dokonają odpowiednich korekt i przygoda w playoffs byłych mistrzów z Los Angeles może bardzo szybko się zakończyć.


NBA

Kategoria: różne - Tagi: lakers, Playoffs, thunder

Playoffs, dzień 19: zmarnowana szansa Lakers

maj17
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Thunder – Lakers  77:75
Thunder 2-0

_Ostatnie 2 minuty: przez 22 minuty drugiej połowy zawodnicy Thunder zdobyli tylko 20 punktów pudłując 20 z 27 rzutów z gry i na 2 minuty przed końcem spotkania tracili 8 punktów do Lakers. Po tak fatalnej grze przez całą drugą połowę wydawało się, że już nic w tym meczu nie będą w stanie więcej zrobić i muszą się pogodzić z porażką. Thunder jednak pokazali, że są drużyną z charakterem, która walczy do samego końca i nie wymięka w trudnych sytuacjach. Pokazali, że mają jaja. Zakończyli spotkanie serią 9-0 i zapewnili sobie zwycięstwo. Zaskoczyli Lakers, którzy już czuli, że przed meczami w LA to oni będą mieć przewagę własnego parkietu. Nic z tego. To były 2 minuty Thunder, które potwierdziły, że nie przez przypadek są oni jednymi z głównych kandydatów do tytułu.

_Kevin Durant: przez prawie cały mecz był mało widoczny, ponieważ bardzo skutecznie powstrzymywał go Metta World Peace i ograniczył jego udział w ofensywie Thunder. Po trzech kwartach KD miał co prawda skuteczność na poziomie 75%, ale oddał tylko 8 rzutów z gry zdobywając w ten sposób 14 punktów. Dopiero w czwartej kwarcie zrobił to, czego oczekuje się od lidera zespołu i w ostatnich minutach poprowadził Thunder. W tym decydującym momencie nie dał się już zatrzymać. Zdobył 5 z ostatnich 7 punktów swojej drużyny, w tym trafił decydujący rzut na 18 sekund przed końcem, który dał gospodarzom prowadzanie, a w efekcie zwycięstwo.  Cały mecz zakończył z dorobkiem 22 punktów (60% z gry), 7 zbiórek i 5 asyst.

_James Harden: na samym finiszu poprowadził Thunder razem z Durantem. Przebijał się pod kosz i zdobył 4 ważne punkty przez ostatnie 2 minuty. W sumie w czwartej kwarcie miał 7 punktów i 3/5 z gry, po tym jak przez pierwsze trzy kwarty oddał tylko 3 rzuty i wszystkie spudłował. Razem Durant z Hardenem przez ostatnie 12 minut spotkania zdobyli więcej punktów (14) niż cała drużyna Lakers (12).

_Kobe Bryant: kiedy w pierwszej połowie czwartej kwarty trafiał 2 trudne rzuty i powiększał prowadzanie swojej drużyny, mogło się wydawać, że prowadzi Lakers od zwycięstwa. Ale na tym zakończyły się jego popisy. Przez ostatnie 6 i pół minuty nie zdobył już punktów. Natomiast w samej końcówce popełnił ważną stratę, po której Durant wyprowadził kontrę i spudłował też rzut za trzy na 36 sekund przed końcem, który mógł dać gościom prowadzanie. Później w ostatniej akcji nie dostał piłki, trafiła ona do wolnego w rogu Steve’a Blake’a. Blake spudłował i Kobe miał o to pretensję, ale prawda jest taka, że rozgrywający Lakers rzeczywiście miał świetną pozycję, Westbrook się zagapił i tylko wykończenia zabrakło. Tak samo jak w poprzednim meczu, także teraz Kobe zanotował 20 punktów. Oddał jednak aż 25 rzutów, trafiając 36% z nich, w tym w czwartej kwarcie miał 2/7 z gry. Wczoraj closerem był KD, nie Kobe.

_Straty: w poprzednim meczu Thunder popełnili ledwie 4 strat, natomiast teraz 4 mieli już po pierwszej kwarcie, a 13 w całym spotkaniu. Tymczasem Lakers w pierwszej kwarcie nie zanotowali żadnej straty, a po pierwszej połowie mieli ich tylko 3. Jednak ostatecznie to właśnie straty gości miały duży wpływ na wynik tego meczu. Na niespełna 2 minuty przed końcem Lakers w dwóch akcjach z rzędu tracili piłki. Najpierw złe podanie Bryanta do Gasola wykorzystał Durant, a chwilę później Blake źle podawał do Bryanta i piłka wypadła na aut. Te straty nakręciły Thunder i sprawiły, że uwierzyli, że mogą jeszcze wygrać.

_Zmarnowana szansa: Lakers byli bardzo bliscy zwycięstwa, które postawiłoby ich w komfortowej sytuacji przed meczami w Los Angeles. W drugiej połowie fantastycznie grali w obronie i świetnie ograniczyli popisy gwiazd gospodarzy. Sprawili, że atak Thunder nie funkcjonował, ale zmarnowali to wszystko przez ostatnie, fatalne w ich wykonaniu, 2 minuty. Prowadzili 8 punktami, podczas gdy Thunder nic nie wychodziło i już prawie mieli to zwycięstwo, a mimo to pozwolili sobie wyrwać je z rąk. To bardzo bolesna porażka dla Lakers, która może mieć wpływ na ich postawę, a przede wszystkim psychikę, w kolejnych meczach i może przesądzić o wyniku tej serii. Przed nimi teraz back-to-back w LA, gdzie będzie im niezwykle trudno wygrać z młodszymi i mającymi więcej sił rywalami. A te dwa mecze to teraz dla nich walka o życie.

Celtics – Sixers  107:91
Celtics 2-1

_Atak Celtics: poprzednie dwa mecze były zdominowane przez defensywę i obie drużyny miały problemy ze zdobywaniem punktów, ale wczoraj było zupełnie inaczej. Ofensywa gości z Bostonu świetnie funkcjonowała i Sixers nie byli w stanie jej zatrzymać. Gospodarzom tylko w pierwszej kwarcie udało się utrzymać podobną skuteczność w ataku, ale potem spisywali się już znacznie gorzej. W defensywnej rywalizacji potrafią przeciwstawić się Celtics, ale kiedy gwiazdy z Bostonu się rozstrzelały, w Sixers nie było zawodników, którzy mogliby na to odpowiedzieć. Kluczowe były druga i trzecia kwarta, kiedy Celtics zdobyli aż 61 punktów trafiając prawie 64% swoich rzutów z gry. Warto przypomnieć, że w meczu numer 2 to właśnie w tych dwóch kwartach Celtics mieli największe problemy i zanotowali wtedy ledwie 24 punkty i 24% z gry. Teraz podobne problemy mieli Sixers, ich osiągnięcia w drugiej i trzeciej kwarcie to 33 punkty i 28.9% z gry. Dzięki temu Celtics uzyskali ponad 20 punktową przewagę i byliśmy świadkami blowoutu, po tym jak dwa pierwsze mecze zakończyły się różnicą tylko jednego punktu. W ten sposób Celtics odzyskali przewagę własnego parkietu.

_Paul Pierce: w pierwszych meczach grał bardzo słabo spowolniony przez uraz kolana i świetną defensywę Iguodali, ale wczoraj wreszcie zobaczyliśmy Pierce’a jakiego znamy. Grał swoją koszykówkę, był aktywy w ataku, pewnie wchodził pod kosz i nawet wykonał efektowne wsady.  W poprzednich spotkaniach łącznie zdobył tylko 23 punktów, wczoraj miał ich 24 (10 w trzeciej kwarcie). Co prawda nie imponował skutecznością trafiając 35.3% rzutów z gry, ale wymuszał faule i 14 razy stawał na linii, wykorzystując 11 wolnych (w poprzednich 2 meczach oddał tylko 10 wolnych). Poza tym zaliczył jeszcze 12 zbiórek, 4 asysty i 3 przechwyty. Właśnie takiego Pierce’a potrzebują Celtics chcąc awansować do kolejnej rudny. Dotychczas Garnett i Rondo ciągnęli ofensywę drużyny, ale w tym meczu widzieliśmy jak zabójczy może być atak Celtics, gdy włączy się w niego również Pierce.

_Kevin Garnett: w poprzednim meczu Celtics zdecydowanie za mało wykorzystywali go przez pierwsze trzy kwarty. Dopiero w czwartej pociągnął on atak, ale to nie wystarczyło do zwycięstwa. To był błąd, ponieważ KG jest w fantastycznej formie i Celtics muszą to wykorzystywać. To on powinien być ich centralną postacią i wczoraj ponownie tak było, co przyniosło znakomite efekty. Garnett rozegrał kolejny świetny mecz, a błyszczał przede wszystkim w drugiej kwarcie, kiedy pomógł gościom uzyskać pewne prowadzanie. Zanotował wtedy 13 punktów, 7 zbiórek i 3 asysty, natomiast w całym spotkaniu miał na swoim koncie 27 punktów (70.6% z gry), 13 zbiórek i 4 asysty. Jest to jego 4 z rzędu double-double, a po raz 3 w tych 4 meczach zaliczył co najmniej 27 punktów i 11 zbiórek. Niesamowite.

_Rajon Rondo: po świetnym występie w meczu otwarcia i kolejnym triple-double, w meczu numer 2 zagrał znacznie gorzej i Celtics przegrali. Na szczęście dla gości, wczoraj wrócił do swojej normalnej dyspozycji i świetnie nakręcał ich atak. W pierwszej kwarcie zdobył 13 punktów, natomiast w dwóch kolejnych zanotował 10 asysty nie popełniając przy tym ani jednej straty. Ostatecznie miał 23 punkty (56.3%), 14 asyst i 6 zbiórek.

_Thaddeus Young: był najlepszym zawodnikiem Sixers zdobywając 22 punkty, po tym jak w dwóch meczach w Bostonie miał ich zaledwie 9. Sam miał tylko jeden punkt mniej niż cała ławka rezerwowych gości, ale to nie wystarczyło, aby Sixers mogli podjąć walkę w tym meczu, ponieważ pierwsza piątka spisywała się zbyt słabo. Ostatecznie rezerwowi gospodarzy zanotowali 55 punktów.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: celtics, james harden, kevin durant, kevin garnett, kobe bryant, lakers, paul pierce, rajon rondo, sixers, thaddeus young, thunder

Playoffs, dzień 18: drugi remis na wschodzie

maj16
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Pacers – Heat  78:75
remis 1-1

_Brak Bosha, brak wsparcia: wszystko wskazuje na to, że Chris Bosh nie zagra już w tej serii, a całkiem realne jest także to, że opuści resztę playoffs. Przeważnie tego typu kontuzje wymagają około miesiąca przerwy, tak więc Heat muszą przygotować się na ten najgorszy scenariusz i przyzwyczaić do gry bez swojego skrzydłowego. Wczoraj było widać, że będzie im bardzo ciężko. Bez Bosha ich ofensywa wyglądała fatalnie, co dobitnie pokazuje 75 punktów i 35% z gry. W poprzednim meczu James i Wade fantastycznie poprowadzili gospodarzy w drugiej połowie, ale wcześniej mieli pomoc Bosha. Teraz od pierwszej minuty wszystko było w ich rękach, nie mogli liczyć na wsparcie kolegów i dlatego też Heat przegrali. Poza LeBronem i Wade’m nikt w drużynie gospodarzy nie zdobył więcej niż 5 punktów. Po raz pierwszy w historii klubu z Miami (w sezonie i playoffs) zdarzyło się, że tylko dwóch zawodników miało więcej niż 5 punktów. Ostatecznie pozostali zawodnicy zanotowali tylko 23 punkty, z czego 11 już w pierwszej kwarcie, a ledwie 2 w czwartej. James i Wade trafili 40.9% swoich rzutów z gry, reszta drużyny ledwie 26.5%. Z takim wsparciem duet gwiazd nie będzie w stanie daleko poprowadzić Heat. Poza tym, nieobecność Bosha była też widoczna w walce pod koszami. Przez większość spotkania Heat grali niższym składem i w efekcie zebrali 10 piłek mniej niż ich rywale.

_James+Wade: w czwartej kwarcie zdobyli razem 21 punktów, więcej niż cała drużyna gości w tym czasie, ale nie udało im się uchronić Heat przed porażką. Przez cały mecz ciągnęli za sobą drużynę i na finiszu chyba już zabrakło im sił. Przez ostatnie 2 i pół minuty spotkania Heat nie zdobyli ani jednego punktu. Wade spudłował wtedy 4 rzuty, w tym również te spod kosza, natomiast James raz został zablokowany przez George’a, a później na 54 sekundy przed końcem spudłował dwa kluczowe wolne. W tych ostatnich minutach zawiedli, ale i tak trzeba docenić to, że właściwie tylko w dwójkę trzymali Heat w grze do samego końca i walczyli o zwycięstwo. Ostatecznie James zanotował 28 punktów, 9 zbiórek, 5 asyst i 6 przechwytów, podczas gdy Wade miał 24 punkty, 6 zbiórek, 4 asysty i 2 bloki.

_Trzecia kwarta: w pierwszej połowie Pacers mieli duże problemy w ataku, zdobyli tylko 33 punkty ze  skutecznością wynoszącą 31.7% i popełnili aż 10 strat. Po przerwie zobaczyliśmy jednak zupełnie inną drużynę i w trzeciej kwarcie ofensywa gości funkcjonowała zaskakująco dobrze. Trafili 55.6% rzutów z gry, zdobyli 28 punktów i zanotowali tylko jedną stratę. David West zdobył wtedy 7 punktów, Danny Granger 6, a Paul George 5. Do tego, dobrze grali również w obronie i zatrzymali Heat na ledwie 14 punktach i 3/17 z gry. I po tym jak drugą połowę rozpoczynali z 5 punktami straty, na ostatnie 12 minut gry wychodzili mając 9 punktów przewagi.

_David West: w pierwszej połowie nie potrafił wykorzystać nieobecności Bosha i osłabienia Heat pod koszem, zdobył wtedy tylko 2 punkty trafiając 1 z 4 rzutów. Jednak już w drugiej połowie odegrał kluczową rolę w zwycięstwie Pacers. Zarówno w trzeciej jak i czwartej kwarcie miał po 7 punktów, a warto też dodać, że do niego należało 5 z 8 ostatnich punktów gości w tym meczu. W całym spotkaniu miał 16 punktów, 10 zbiórek i 2 bloki.

Spurs – Clippers  108:92
Spurs 1-0

_15 zwycięstwo z rzędu: początek tego meczu był bardzo wyrównany, ale z każdą minutą Spurs coraz bardziej się rozkręcali. Długa przerwa sprawiła, że na samym początku byli trochę ‘zardzewiali’, podczas gdy ‘rozkręceni’ Clippers dobrze weszli w mecz. Ale już od drugiej kwarty gospodarze ponownie byli tą dominującą drużyną, którą oglądaliśmy w pierwszej rundzie. Tymczasem goście szybko stracili energię, z którą rozpoczęli mecz, zabrakło im sił i nie byli w stanie dłużej prowadzić wyrównanej walki. W trzeciej kwarcie Spurs objęli 19-punktowe prowadzenie i mieli już wszystko pod kontrolą. Co prawda Clippers jeszcze ruszyli do ataku, pamiętając swój comeback z meczu otwarcia pierwszej rundy, ale teraz udało im się zbliżyć tylko na 8 punktów w czwartej kwarcie. Spurs nie pozwolili im na nic więcej i zapewnili sobie pewne zwycięstwo, 15 z rzędu.

_Tim Duncan: lider Spurs pokazał, że jest gotowy, aby poprowadzić swoją drużynę do finału zachodu. Drugą rundę rozpoczął rozgrywając swój najlepszy mecz w tych playoffs. Zdobył 26 punktów ze skutecznością 60% z gry, zebrał 10 piłek, zaliczył 2 asysty, 2 bloki i 2 przechwyty. Oglądaliśmy wielkiego Tima Dunnca.

_Paul vs Parker: rywalizacja na jedynce powinna być najciekawszym elementem tej serii, jednak wczoraj nie mieliśmy wielkiego widowiska, ponieważ obaj rozgrywający mieli duże problemy z celnością. Paul trafił tylko 3 z 13 rzutów, a Parker 1 z 9. Dobrze spisywali się jedynie pod względem kreowania partnerów, Paul zaliczył 10 asyst, a Parker 11. Spurs słabsza postawa Francuza nie przeszkodziła i tak grali rewelacyjnie, ponieważ mają wiele strzelb, tymczasem Clippers z tak grającym Paulem są skazani na porażkę. Tylko CP3 jest w stanie sprawić, że jego drużyna nawiąże walkę w tej serii. Ale możemy być chyba pewni, że ta słabsza forma rozgrywających nie potrwa długo i w kolejnych meczach obaj będą grać o wiele lepiej.

_Eric Bledsoe: rezerwowi Clippers zapewnili im awans do drugiej rudny i wczoraj Bledsoe pokazał, że ekipa z LA nadal może liczyć na swoich zmienników. Rozegrał rewelacyjne spotkanie, był najlepszym strzelcem gości z dorobkiem 23 punktów (62.5% z gry), a do tego dołożył jeszcze 5 zbiórek, 4 asysty i 3 przechwyty. Dzięki niemu rezerwowi Clippers zdobyli w sumie 46 punktów i wygrali rywalizację z zawodnikami z ławki Spurs, którzy prowadzeni przez Ginobili’ego (22 punkty) mieli 37 punktów. Gościom zabrakło jednak lepszej gry ze strony podstawowych graczy.

_Blake Griffin: przed meczem mówił, że czuje się na 75-80% i jak się potem okazało, oznaczało to dobrą grę w pierwszej połowie i słabszą w drugą. Ostatecznie zanotował 15 punktów i 9 zbióek, z czego 10 punktów i 5 zbiórek miał przed przerwą.

_DeAndre Jordan: miał świetną pierwszą kwartę, w której zaliczył 7 punktów i 8 zbiórek. Późnej jednak trener Del Negro przetrzymał go na ławce przez całą druga kwartą i w trzeciej, kiedy wrócił do gry przez 9 minut poza jedną zbiórką nie zrobił nic, co zapisałoby się w statystykach.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: blake griffin, chris bosh, chris paul, clippers, david west, dwyane wade, heat, lebron james, pacers, spurs, tim duncan, tony parkr

Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy

maj15
2012
2 komentarzy Adam Szczepański

W tegorocznej pierwszej rundzie rozegrano 44 mecze, dlatego zapraszam na podsumowanie tej fazy playoffs w 44 punktach:

1] Dwie serie 4-0, dwie 4-1, dwie 4-2 i dwie 4-3, to się nazywa równomierne zróżnicowanie. Każdy możliwy wynik serii w dwóch przykładach. Odkąd w 2003 wprowadzono w pierwszej rundzie system best-of-seven, jeszcze nigdy nie było takiej sytuacji.

2] Sixers-Bulls 4:2
Sixers – ostatni raz serię playoffs wygrał dla nich jeszcze Allein Iverson. Teraz wracają do drugiej rundy po 9 latach, choć trzeba przyznać, że mieli sporo szczęścia w wywalczeniu tego awansu. Kontuzja Rose’a, Noaha i to podanie Watsona do Asika na finiszu meczu numer 6. Dostali pomoc od ‘niebios’ i ją wykorzystali.

Bulls – kontuzja Derricka Rose’a, Joakima Noah, grający z urazem Luol Deng… efekt? Koniec marzeń o mistrzostwie i szybkie wakacje. Szkoda, że tak to się skończyło, bo zapowiadała się niezwykle ciekawa rywalizacja w finale wschodu z Heat.

3] Heat-Knicks 4:1
Heat – LeBron zagrał jak MVP i inaczej to się nie mogło zakończyć dla jego drużyny… ok, mogło być 4-0.

Knicks – ustanowili rekord NBA największej liczby porażek z rzędu w playoffs. Przegrali 13 kolejnych meczów, ale udało im się uratować honor i jedno zwycięstwo wyrwali Heat. Nie udało im się jednak zakończyć innej serii. Już w 40 meczach z rzędu w playoffs nie osiągnęli granicy 100 punktów (rekord NBA). W serii z Heat najwięcej mieli 94 (dwukrotnie), a ostatni raz zdobyli 100 punktów w piątym meczu finałów wschodu w 1999. To nadal jeszcze nie jest czas wielkiej koszykówki w Nowym Jorku.

4] Pacers-Magic 4:1
Pacers – mieli ułatwione zadanie pod nieobecność Dwighta Howarda i chyba poczuli się zbyt pewnie, przez co dali się zaskoczyć w pierwszym meczu. Później jednak było już wszystko zgodnie z planem. W kolejnych 4 meczach pozwolili Magic zdobywać średnio tylko 84.5 punktów i po raz pierwszy od 7 lat grają w drugiej rundzie.

Magic – pierwszy mecz wygrali, a w kolejnych trzech zawalili trzecie kwarty. Gdyby nie te trzecie kwarty… seria mogłaby potrwać dłużej. W sumie, te 3 trzecie kwarty przegrali różnicą aż 42 punktów, podczas gdy w pozostałych 9 kwartach łącznie byli 2 punkty na plusie. Jeśli to koniec przygody SVG z Orlando, to  pożegnał się w dobrym stylu, więcej z Magic-bez-Howarda nie można było wycisnąć.

5] Celtics-Hawks 4:2
Celtics – KG został jakimś cudownym sposobem odmłodzony i gdyby jeszcze w taki sam cudowny sposób zostały wyleczone urazy Allena i Pierce’a, Celtics mogliby poważnie myśleć o finale.

Hawks – to był ich 5 z rzędu występ w playoffs, ale po tym jak w 3 poprzednich latach za każdym razem awansowali  do drugiej rundy, teraz znowu zostali zatrzymani przez Celtics, podobnie jak w 2008. Nic w Atlancie nie posuwa się na przód. 5 lat minęło, a oni są właściwie ciągle w tym samym miejscu – bardzo dobra drużyna w sezonie zasadniczym, która i tak nic nie osiągnie w playoffs.

6] Spurs-Jazz 4:0
Spurs – licząc razem z końcówką sezonu zasadniczego, Spurs wygrali 14 meczów z rzędu i pokonywali swoich rywali średnio różnicą ponad 17 punktów. Jazz nie byli dla nich wymagającym rywalem i ostatecznie nikt w Spurs w pierwszej rundzie nie grał średnio dłużej niż 33 minuty. Żadna inna drużyna nie mogła sobie pozwolić, aby tak oszczędzać wszystkich swoich podstawowych graczy.

Jazz – dostali lekcję playoffowej koszykówki od Spurs. Teraz muszą wyciągnąć z niej wnioski i w przyszłym roku może pójdzie im lepiej. Są młodzi, muszą nabierać doświadczenia i to na pewno im się przyda. To były ich pierwsze playoffs bez Jerry’ego Sloana i pierwsza porażka do zera w pierwszej rundzie od 1989 roku (pierwsze playoffs Sloana).

7] Thunder-Mavs 4:0
Thunder – 72, 70, 61 i 65 – to zdobycze trójki Durant-Westbrook-Harden w kolejnych meczach przeciwko Mavs. Obrońcy tytułu byli bez szans, natomiast Thunder pokazali, że mają duże szanse aby w tym roku zastąpić ich w roli reprezentanta zachodu w finale ligi.

Mavs – nie tylko nie obronili tytułu, ale też zostali dopiero drugą drużyną w historii, która rok po zdobyciu mistrzostwa przegrała do zera w pierwszej rundzie. Wcześniej w ten sposób zakończyły się marzenia Heat o drugim tytule w 2007 roku.

8] Lakers-Nuggts 4:3
Lakers – kiedy było 3-1 wydawało się, że szybko zakończą serię i rozpoczną przygotowania do walki w drugiej rundzie. Okazało się jednak, że wygranie po raz 4 nie jest takie łatwe i trzeba było rozegrać mecz numer 7. Ale już w game 7 niespodzianki nie było, Lakers nie przegrywają takich meczów przed własną publicznością. Poza tym, 7-meczowa seria to dobry znak dla ekipy z LA. Takie serie mieli na swojej drodze do mistrzostwa zarówno w playoffs 2009, jak i 2010.

Nuggets – pokazali co znaczy zespołowa koszykówka i wywalczyli 7 meczów w starciu z gwiazdorskimi Lakers. Chociaż akurat w tym ostatnim spotkaniu zabrakło im gwiazdy, która mogłaby poprowadzić ich do zwycięstwa. W całej serii aż 8 zawodników z Denver zdobywało średnio ponad 8 punktów.

9] Clippers-Grizzlies 4:3
Clippers – najgorsza drużyna w historii NBA wygrała trzecią serię w playoffs w swojej historii. Przez długie lata prześladował ich pech, ale w serii z Grizzlies bardzo skutecznie walczyli z przeciwnościami losu. Już na początek udało im się zanotować niesamowity comeback w meczu otwarcia, a później mimo kontuzji swoich gwiazd wygrali game 7 dzięki rezerwowym. Od tego roku rozpoczynamy pisanie nowej historii Clippers i te playoffs to potwierdzają.

Grizzlies – w Memphis jeszcze długo nie zapomną jak przegrali mecz, w którym prowadzili 24 punktami na 8 minut przed końcem. Zmarnowali okazję do świetnego startu tej serii i to miało wpływ na dalszy przebieg rywalizacji z Clippers. Co prawda potem jeszcze skutecznie walczyli, ale na koniec polegli, mimo że Paul i Griffin nie byli w najlepszej dyspozycji. Ponownie doznali bolesnej porażki przed własną publicznością. FedEx Forum nie była dla nich szczęśliwa w tych playoffs.

10] All-NBA First Round Playoffs Teams
EAST
Rajon Rondo – 16.8 punktów, 5.6 zbiórek, 11.8 asyst, 3.4 przechwytów
Dwyane Wade – 21 punktów, 3.4 zbiórek, 4 asysty, 2.8 przechwytów
Carmelo Anthony – 27.8 punktów, 8.2 zbiórek, 2.2 asyst, 1.2 przechwytów
LeBron James – 27.8 punktów, 6.2 zbiórek, 5.6 asyst, 2.2 przechwytów
Kevin Garnett – 18.7 punktów, 10.5 zbiórek, 2 asysty, 1.8 bloków

WEST
Chris Paul – 20.4 punktów, 5.7 zbiórek, 7.1 asyst, 2.7 przechwytów
Tony Parker – 21 punktów, 3.5 zbiórek, 6.5 asyst, 0.8 przechwytów
Kobe Bryant – 29.1 punktów, 4.6 zbiórek, 5 asyst, 1.1 przechwytów
Kevin Durant – 26.5 punktów, 7.5 zbiórek, 3.8 asyst, 1.8 bloków
Andrew Bynum – 16.7 punktów, 12.3 zbiórek, 1.4 asyst, 4 bloki

11] Największy PiERdoła pierwszej rundy – Gilbert Arenas. Miał najgorszy wskaźnik PER spośród wszystkich zawodników, którzy pojawili się w grze w co najmniej 4 meczach. Co prawda Arenas za każdym razem grał bardzo krótko i w sumie na parkiecie spędził tylko 23 minut w 6 spotkaniach, ale trudno się dziwić, że trener Hollins szybko ściągał go z powrotem na ławkę skoro jego PER wyniósł -7.8.

12] Co roku kontuzje mają wpływ na wydarzenia w playoffs, ale tak dużej liczby urazów już dawno nie widzieliśmy. Skrócony sezon, wynikające z niego zmęczenie i brak czasu na regeneracje, to ma widoczny wpływ na zdrowie zawodników.  Już w pierwszego dnia playoffs mieliśmy dwa ‘torn ACL’, chociaż akurat ta kontuzja nie wynika z przemęczenia i według lekarzy nie należy łączyć jej ze skróconym sezonem. Trudno do końca trudno stwierdzić, które urazy są wynikiem intensywnego sezonu, ale na pewno częstotliwość meczów sprawia, że nie ma czasu na wyleczenie nawet drobnych urazów i w efekcie, kontuzje sporo już namieszały. Tak żeby podsumować ten temat, lista zawodników, którzy doznali groźnych lub mniej poważnych kontuzji w pierwszej rundzie (tyle tego było, dlatego nie wykluczam, że mogłem kogoś pominąć):
Derrick Rose (kolano),  Joakim Noah (kostka), Iman Shumpert (kolano), Amare Stoudemire (ręka), Baron Davis (kolano), Kendrick Perkins (biodro), Caron Butler (dłoń), Blake Griffin (kolano), Chris Paul (pachwina), Al Harrington (nos), Josh Smith (kolano), Paul Pirce (kolano), Avery Bradley (bark), Tiago Splitter (nadgarstek).

A do tego można jeszcze dodać zawodników, którzy wcześniej doznali kontuzji, która miała wpływ na ich występ lub ich nieobecność w playoffs: Dwight Howard (plecy), Ray Allen (kostka), Al Horford (klatka piersiowa), Zaza Pachulia (stopa) czy Jeremy Lin (kolano).

13] Al Horford wrócił do gry po prawie 4-miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją i od razu odgrywał kluczową rolę w swojej drużynie. Wystąpił w 3 meczach, w dwóch ostatnich spędzając na boisku w sumie ponad 95 minut i pod względem strzeleckim były to jego najlepsze playoffs w karierze. Zdobywał średnio 15.3 punktów z skutecznością 58.8% z gry. Do tego dołożył też 8.3 zbiórek. Imponujący comeback po kontuzji. W Atlancie na pewno zastanawiają się teraz co by było, gdyby grał on od samego początku tej serii, czy Hawks też byliby już teraz na wakacjach.

14] Andrew Bynum w meczu otwarcia wyrównał rekord NBA w playoffs mając 10 bloków. Tymczasem na wschodzie w równie imponującym stylu pierwszą rundę rozpoczął Roy Hibbert odnotowując 9 bloków. Później już tak niesamowitych popisów nie mieliśmy, ale ostatecznie w pierwszej rundzie aż 4 zawodników miało średnio co najmniej 3 bloki – Bynum 4.0, Hibbrt 3.8, Serge Ibaka 3.3 i JaVale McGe 3.1. Dla porównania, 4 zawodników z takimi średnimi było łącznie w 4 poprzednich playoffs. Warto też dodać, że Bynum może zostać pierwszy zawodnikiem od 10 lat, który w playoffs uzyskał średnią na poziomie 4. Ostatnim był Tim Duncan w 2002.

15] Rok po największym sukcesie w swojej karierze, teraz Dirk Nowitzki doświadczył najkrótszych playoffs w karierze. Dwa razy jego Mavs odpadali po 5 meczach, ale dopiero po raz pierwszy zdarzyło mu się przegrać serię do zera.

16] Mało kto w Chicago może pogodzić się z tym, że ten sezon zakończył się dla Bulls tak pechowo. Byli najlepsi w całej lidze, a potem odpadli już w pierwszej rundzie. Ale jest ktoś, kto jest w pełni usatysfakcjonowany z tego, co Bulls osiągnęli w tym roku. Jest nim Carlos Boozer, który po ostatnim meczu podzielił się swoimi przemyśleniami: „I thought I played well, especially with the kind of season it was. We had the best record again in basketball, won our division again, had the top seed again, that’s all that matters, yo.”  What? Wymienił „all that matters” i nawet nie zająknął się o mistrzostwie? Szkoda słów.

17] Kiedy Lakers prowadzili 3-1, Andrew Bynum przed meczem numer 5 powiedział: „Close-out games are actually kind of easy”. Nie wiem, może przez to chciał zaprezentować jak jest pewny siebie i swojej drużyny, ale na pewno mu to nie wyszło. Mówiąc to pokazał tylko swoją niedojrzałość i głupotę. Natomiast Nuggets wykorzystali to jako dodatkową motywację i pokazali mu jak bardzo się myli. Close-out games are easy? Lakers przegrali dwa kolejne close-out games i dopiero w meczu numer 7 zapewnili sobie awans. Poza tym, jeśli już mówi się takie rzeczy, to przynajmniej na boisku trzeba starać się je potwierdzić, a Bynum tego nie zrobił i rozegrał dwa słabe mecze.

18] Survivors, czyli najlepsze występy indywidualne, które uchroniły drużynę przed wyeliminowaniem i przedłużyły serię:

Carmelo Anthony – game 4 – 41 punktów (15/29 z gry). 23 punkty zdobył w drugiej połowie. Jest to druga najwyższa zdobycz indywidualna w pierwszej rundzie.

Ander Miller – game 5 – 24 punkty (8/11 z gry) i 8 asyst. 17 punktów i 5 asyst przez ostatnie 16 minut spotkania

JaVale McGe – game 5 – 21 punktów (9/12 z gry), 14 zbiórek i 2 bloki. Strzelecki rekord kariery w playoffs

Luol Deng – game 5 – 24 punkty (10/19 z gry, w tym 4/5 za trzy) i 8 zbiórek. Zdobył więcej punktów w tym meczu niż łącznie w 3 wcześniejszych spotkaniach (23) i miał tyle samo celnych rzutów za trzy co w sumie w pierwszych 4 spotkaniach serii.

Al Horford – game 5 – 19 punktów (8/15 z gry), 11 zbiórek, 3 asysty, 3 bloki i 3 przechwyty. To był dopiero jego drugi występ po 4-miesięcznej przerwie, grał przez 41 minut i odegrał kluczową rolę na finiszu. W czwartej kwarcie zdobył 8 punktów, a w ostatnich sekundach zatrzymał Rajona Rondo.

Zach Randolph & Marc Gasol – games 5+6 – w tych dwóch meczach razem notowali średnio 41.5 punktów, 53.4% z gry, 21 zbiórek i 2.5 bloków. W pozostałych 5 meczach osiągnięcia tego duetu wynosiły – 23.8 punktów, 42.4% z gry, 14.8 zbiórek i 2.4 bloków.

Ty Lawson – game 6 – 32 punkty (13/18 z gry, w tym 5/6 za trzy), 6 asyst i 5 zbiórek. Strzelecki rekord kariery w playoffs

19] Closers, czyli najlepsze występy indywidualne w meczach, które zakończyły serię i zapewniły drużynie awans:

James Harden – game 4 -  29 punktów (11/16 z gry, w tym 3/4 za trzy), 5 zbiórek, 5 asyst i 3 przechwyty. Strzelecki rekord kariery w playoffs, z czego 15 punktów zdobył w czwartej kwarcie. Miał więcej trafień z gry niż  w sumie przez pierwsze 3 mecze (9).

Kevin Garnett – game 6 – 28 punktów (10/19 z gry), 14 zbiórek, 5 bloków i 3 przechwyty. Więcej o tym występie starego KG w kolejnym punkcie.

Andre Iguodala – game 6 – 20 punktów (7/12 z gry) i 7 asyst + 2 wolne które przesądziły o zwycięstwie. Zanotował w tym spotkaniu najwięcej punktów i asyst w serii przeciwko Bulls, był to również jedyny mecz, w który trafił co najmniej połowę swoich rzutów z gry.

Pau Gasol – game 7 – 23 punkty (9/19 z gry), 17 zbiórek (11 w ataku), 6 asyst i 4 bloki. Jego najlepszy występ w pierwszej rundzie, po tym jak we wcześniejszych dwóch meczach miał łącznie tylko 12 punktów i 5/21 z gry.

Rezerwowi Clippers – game 7 – 41 punktów (15/30 z gry) i 23 zbiórki. W czwartej kwarcie zdobyli 25 punktów i popisali się też w obronie zatrzymując Grizzlies na 22% z gry.

20] Kevin Garnett za kilka dni skończy 36 lat, ale nie czuje się staro. Serię z Hawks zakończył imponującym występem i jest pierwszym zawodnikiem od 2006 roku, który zapewnił swojej drużynie awans do kolejnej rundy odnotowując co najmniej 28 punktów, 14 zbiórek i 5 bloków (wtedy takimi osiągnięciami popisał się Shaquille O’Neal w ostatnim meczu finałów wschodu). A Garnett dołożył do tego jeszcze 3 przechwyty i tym samym jest najstarszym zawodnikiem, który w playoffs zanotował statystyki na poziomie 20-10-5-3. Poprzednim najstarszym graczem był David Robinson będąc o 3 lata młodszy od KG.

21] Jason Kidd zakończył playoffs z średnimi 11.5 punktów, 6 zbiórek, 6 asyst i 3 przechwyty. Poza nim, w całej historii jeszcze tylko Magic Johnson i Baron Davis zanotowali statystyki na poziomie co najmniej 10-6-6-3, rozgrywając minimum 4 mecze w playoffs. Warto dodać, że Magic miał wtedy 21 lat, Davis 23, a Kidd dokonał tego w wieku 39 lat.

22] Tracy McGrady wrócił do playoffs po 4 latach przerwy. Ostatni raz w tej fazie rozgrywek oglądaliśmy go w barwach Rockets, kiedy w meczu numer 6 przeciwko Jazz zdobył 40 punktów i zebrał 10 piłek. Od tamtego czasu w karierze T-Maca wiele się zmieniło i nie jest on już tym gwiazdorem co kiedyś. Teraz jako zawodnik rezerwowy w pierwszym meczu playoffs zdobył tylko 4 punkty. W game 3 miał przebłysk, kiedy zanotował 12 punktów i 9 zbiórek, ale to było wszystko na co było go stać. Jedzie na wakacje z średnią 4.2 punktów w serii z Celtics, po tym jak w swoich 6 poprzednich występach w playoffs za każdym razem zdobywał co najmniej 25 punktów na mecz. A warto jeszcze przypomnieć, że po raz kolejny nie udało mu się dostać do drugiej rundy, w której jeszcze nigdy nie grał.

23] Rok temu w playoffs Glen Davis był jednym z zawodników, którzy najbardziej rozczarowali. Był wtedy po swoim najlepszym w karierze sezonie zasadniczym i Celtics, mający problemy ze zdrowiem swoich centrów, bardzo liczyli, że Davis wchodząc z ławki będzie dużym wsparciem. Niestety grał fatalnie. Notował tylko 4.9 punktów (39.1% z gry), 3.6 zbiórek i nie miał ani jednego bloku. Po zakończeniu playoffs Davis zapowiedział, że w wakacje będzie spotykał się z psychologiem, który ma go przygotować do ważnych meczów, aby taka sytuacja się już nie powtórzyła. I chyba pomoc specjalisty rzeczywiście pomogła, bo w tych playoffs oglądaliśmy zupełnie innego Big Baby. Świetnie zastępował Dwighta Howarda pod koszem i bardzo dobrze radził sobie z wyższym Roy’m Hibbertem. W całej serii z Pacers był najlepszym zawodnikiem Magic odnotowując średnio 19 punktów (43.8%), 9.2 zbiórek (z czego aż 4.6 w ataku) i 1.2 bloków.

24] Podczas gdy Big Baby był jednym z największych zaskoczeń, MIP obecnego sezonu bardzo rozczarował. W playoffs w wykonaniu Ryana Andersona zamiast postępu był widoczny regres. Pod nieobecność Howarda miał być pierwszoplanową postacią Magic, ale zupełnie się nie sprawdził. Jego średnia spadła z 16.1 punktów w sezonie do 9.6 w playoffs, skuteczność z gry z 43.9% do 34.1%, a zbiórek z 7.7 do 4.6. Jedyne co mu wychodziło to rzuty za trzy, czyli jego specjalność. Trafił 12 trójek ze skutecznością 40%, ale już za dwa miał skuteczność na poziomie 21.4%. Poza tym, jedyne w czym się wyróżniał to faule, zanotował ich 22, czyli 4.4 na mecz co było najgorszym wynikiem w pierwszej rundzie. Chyba czas zgłosić się do Davisa i poprosić go o numer telefonu do jego psychologa. Może Andersonowi też pomoże.

25] Nie każdy potrafi utrzymać równą intensywność gry przez całą serię playoffs. Ta część sezonu jest bardzo wymagająca i nie każdy umie sobie z tym poradzić. W tym roku w pierwszej rundzie warto wyróżnić dwóch zawodników, którzy dobrze rozpoczęli playoffs, ale potem spisywali się już znacznie gorzej. Przede wszystkim OJ Mayo. W pierwszych dwóch meczach zdobył 37 punktów. Nie imponował wtedy skutecznością trafiając 39.3% rzutów z gry, ale był przydatnym wsparciem z ławki. Natomiast w kolejnych 5 spotkaniach uzbierał łącznie tylko 25 punktów, a jego skuteczność wynosiła ledwie 17.6%. Uwieńczeniem tej fatalnej gry Mayo był game 7, jego 1/11 z gry i -24 Grizzlies, kiedy był na parkiecie. Drugim przykładem jest Jeff Teague, chociaż od razu trzeba dodać, że on aż tak słabo nie grał jak rezerwowy z Memphis. Teague w pierwszych 3 meczach zdobył 56 punktów trafiając 45% rzutów z gry, a w kolejnych 3 miał ich połowę mniej, tylko 28 i skuteczność na poziomie 34%.

26] Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja z Alem Harringtonem. On przez całą serię spisywał się bardzo słabo, a najlepszy występ miał w decydującym game 7. W pierwszych 6 spotkaniach Harrington zdobywał punkty ze skutecznością 26.3% z gry. Natomiast w meczu numer 7 zanotował 24 punkty trafiając połowę swoich rzutów. Miał wtedy więcej punktów niż łącznie w 4 wcześniejszych spotkaniach (23).

27] Rzucam ile się da, w końcu musi wpaść – to motto życiowe JR Smitha. W serii z Heat oddał w sumie 76 rzutów, czyli średnio 15.2 na mecz. I może nie byłoby w tym nic złego, gdyby trafiał. JR jednak miał problem z celnością, chociaż to nie zniechęciło go do podejmowania kolejnych prób. I tak ostatecznie zanotował skuteczność na poziomie 31.6%. Jest to najgorsza skuteczność spośród wszystkich, którzy w pierwszej rundzie oddawali średnio co najmniej 15 rzutów. A było ich w sumie 22 i nikt poza Smithem nie zszedł poniżej 37%. W ostatnim meczu Smith tak zaangażował się w rzucanie, że poza rzutami i punktami w swoich statystykach miał jedynie straty.

Tym samym jest pierwszym zawodnikiem w historii playoffs (dane od 1986 roku), który w jednym meczu spędził na boisku ponad 30 minut, oddał co najmniej 10 rzutów, trafił nie więcej niż 30% z nich, a w rubrykach zbiórki, asysty, bloki i przechwyty miał 0. Brawo!

28] Steve Novak w fazie zasadniczej zdobywał średnio 8.8 punktów i trafiał 2.5 rzutów za trzy ze skutecznością 47.2%. Pod względem skuteczności zza łuku był najlepszy w NBA, ale jak każdy rasowy shooter, również Novak na mecze playoffs dodatkowo się zmobilizował i trafiał jeszcze lepiej. W serii z Heat poprawił swoją skuteczność za trzy do 57.1%. Problem tylko w tym, że oddał ledwie 7 takich rzutów, co dało mu 4 trafienia. 4/7, taki bilans miał w przedostatnim meczu sezonu zasadniczego z Clippers, a teraz aż 5 spotkań zajęło mu żeby to uzbierać. W efekcie, przez 95 minut zdobył tylko 12 punktów, w sumie oddając 9 rzutów z gry. Z zawodników, którzy rozegrali co najmniej 90 minut w pierwszej rundzie, on oddał najmniej rzutów. Natomiast tylko Mikael Pietrus miał mniej punktów niż Novak (8), ale trafił ledwie 27% z gry (2/13 za trzy).

29] Gordon Hayward zadebiutował w playoffs i dostał twardą lekcję od Spurs. Zupełnie nie potrafił znaleźć sposobu na przebicie się przez ich obronę i miał bardzo duży problem z wstrzeleniem się. W 4 meczach oddał 33 rzuty i trafił ledwie 6 z nich, z czego w dwóch ostatnich meczach było to 1/17 z gry. W rezultacie daje mu to fatalną skuteczność 18.2%. Nikt kto oddał co najmniej 10 rzutów w pierwszej rundzie nie miał tak słabej celności. Natomiast w całej historii playoffs, ostatnim zawodnikiem, który oddał co najmniej 30 rzutów i miał gorszą skuteczność był Billy Cunningham w 1966 (5/31z gry, 16.1%). Dla Cunningaham również były to jego pierwsze playoffs, a rok później był już mistrzem NBA z Sixers. Tak więc Hayward nie ma powodów do zmartwień. Poza tym, jego honor uratowały rzuty wolne. 16 razy stawał na linii i ani razu się nie pomylił. W historii playoffs nie było jeszcze zawodnika, który miał 100% z wolnych (przy co najmniej 15 rzutach) i mniej niż 35% z gry (przy co najmniej 15 rzutach).

30] Pamiętacie jak w playoffs 2010 w meczu numer 3 serii Suns-Spurs, Goran Dragic wszedł z ławki i w czwartej kwarcie zdobył 23 punkty? W całym meczu miał wtedy 26 punktów, a grał tylko 17 minut. To był popis efektywnego wykorzystania swojego czasu gry. Teraz podobnego wyczynu dokonał Paul Pierce. W meczu numer 4 zakończonym blowoutem, Pierce spędził na boisku tylko 16 minut i 37 sekund, ale to nie przeszkodziło mu w zdobyciu 24 punktów. Jest pierwszym zawodnikiem w historii (odkąd wprowadzono zegar), który w playoffs zdobył co najmniej 24 punkty w mniej niż 17 minut.

31] Rajon Rondo w meczu numer 3 zanotował 17 punktów, 14 zbiórek i 12 asysty. Było to jego 7 triple-double w karierze w playoffs. Odkąd Rondo po raz pierwszy zagrał w playoffs w 2008 roku,  poza nim w całej lidze w fazie posezonowej mieliśmy 9 triple-doubles. (Po game 1 drugiej rudny wygląda to jeszcze bardziej imponująco – Rajon 8, reszta ligi 9)

32] Darren Collison w serii z Magic zanotował 23 asysty i popełnił tylko jedną stratę (dopiero w meczu numer 5). Ostatnim zawodnikiem, który w serii playoffs miał co najmniej 23 asysty i tylko jedną stratę był John Paxon w 1990 roku.

33] Metta World Peace wystąpił tylko w jednym meczu w pierwszej rundzie i odegrał w nim kluczową rolę, pomagając Lakers wywalczyć awans. Zdobył 15 punktów trafiając między innymi 4 razy za trzy, ale przede wszystkim fantastycznie zagrał w obronie. Zatrzymał Danilo Gallinari’ego i Andre Millera na 6 punktach i 2/19 z gry.

34] Kiedy JaVale McGee i Nick Young grali w Waszyngtonie, co chwilę pojawiły się jakieś highlighty z ich idiotycznymi zagraniami, lub doniesienia o ich niedojrzałym zachowaniu. JaVale biegał do obrony kiedy jego drużyna ponawiała akcje w ataku, a Nick rzucał jak tylko dostawał piłkę i nawet nie myślał o podaniu do kolegów. Mieli wizerunek bardzo utalentowanych zawodników, którzy jednak nie potrafią wykorzystać swojego potencjału przez brak dojrzałości, a przez swoje zachowanie tylko psują atmosferę w zespole. Przy okazji trade deadline zostali wytransferowani, McGee trafił do Denver, Young do LA i dzięki temu po raz pierwszy mieli okazję zagrać w playoffs. I ci dwaj gracze, którzy podobno wpływali tak destrukcyjnie na słabych Wizards, teraz odegrali kluczowe role w fazie posezonowej i bardzo pomogli swoim drużynom.

McGee zanotował dwa double-doubles w serii z Lakers i oba te mecze Nuggets wygrali. W meczu numer 7 zebrał 14 piłek i był bliski kolejnego double-double. Niestety miał bardzo duże problemy w ataku i spudłował aż 6 ze swoich 7 rzutów, zdobywając tylko 6 punktów.. Kto wie, może gdyby nieco skuteczniej kończył swoje akcje jego seria zwycięskich double-doubles trwałaby nadal…

Tymczasem Young najlepiej zagrał w dwóch kluczowych meczach serii z Grizzlies, w meczu otwarcia i w game 7. W pierwszym spotkaniu zdobył 19 punktów, a przede wszystkim na finiszu trafił trzy trójki z rzędu w ciągu minuty i miał swój znaczący udział w comebacku Clippers. Natomiast w ostatnim meczu zdobył 13 punktów, z czego 9 w decydującej czwartej kwarcie.

35] Kenyon Martin w decydującym game 7 rozegrał swój najlepszy mecz tych playoffs i miał bardzo duży udział w zwycięstwie Clippers. Zdobył 11 punktów (5/7 z gry), zebrał 10 piłek i zaliczył 2 bloki. W pierwszych 5 meczach zdobył w sumie tylko 12 punktów, a 21 w dwóch ostatnich spotkaniach tej serii. Natomiast  jeśli chodzi o zbiórki, w pierwszych 6 meczach łącznie zaliczył ich tylko 14. Martin to doświadczony zawodnik i dobrze wiedział kiedy należy wycelować z tą zwyżką formy. To double-double w game 7 było jego czwartym w playoffs odkąd opuścił New Jersey w 2004. Ale dopiero po raz pierwszy w swojej karierze miał dobule-double w fazie pozasezonowej w meczu, w którym grał krócej niż 30 minut. W spotkaniu numer 7 spędził na boisku 25 minut.

36] Reggie Evans był najefektywniejszym zbierającym pierwszej rundy. Zbierał średnio 14.1 piłek w przeliczeniu na 36 minut gry (najlepszy spośród zawodników, którzy rozegrali co najmniej 100 minut). Średnio na boisku przebywał 22.3 minut i notował 8.7 zbiórek. Idealny role player.

37] Kenneth Faried w serii z Lakers notował 10.4 punktów i 10 zbiórek. Poprzednim rookie z double-double w playoffs był Al Horford w 2008, jego Hawks wtedy również przegrali 7-meczową serię w pierwszej rundzie.

38] Spencer Haws był bardzo pozytywnym zaskoczeniem pierwszej rundy i miał swój znaczący udział w awansie Sixers. Przede wszystkim popisał się umiejętnościami ofensywnymi. Hawesa zdobywającego tyle punktów co w starciu z Bulls ostatni raz oglądaliśmy, kiedy grał jeszcze w barwach Kings dwa lata temu. Dwa razy z rzędu był najlepszym strzelcem swojej drużyny zdobywając kolejno 21 i 22 punktów. Były to jego pierwsze mecze w karierze z 20 punktami w koszulce Sixers. Wybrał dobry czas na tak dobrą grę, ale trzeba pamiętać, że w końcu walczy on o nowy kontrakt. Tak więc popisał się w ataku, a w ostatnich dwóch meczach skutecznie walczył pod koszami i zebrał w sumie 24 piłki. Ostatecznie zanotował średnie 11.5 punktów, 51.9% z gry i 8 zbiórek. Teraz jeszcze dobry występ przeciwko Celtics i o duże pieniądze w nowym kontrakcie będzie mógł być spokojny.

39] Mike Miller w zeszłym roku (poza  dobrym występem w game 4 przeciwko Bulls) nie za bardzo przydawał się Heat w ich drodze do finałów, jak również i w samej rywalizacji z Mavs. Natomiast teraz już w pierwszej rundzie zrobił prawie tyle samo co przez całe poprzednie playoffs. W serii z Knicks Miller trafił 11 trójek, tyle samo co w 18 meczach rok temu i co ważne, potrzebował do tego 11 prób mniej. Poza tym, w tych 5 meczach zdobył 37 punktów, tylko o 11 mniej niż w całych zeszłorocznych playoffs.

40] Po występach Mike’a Bibby’ego w zeszłorocznych playoffs, teraz chyba nikt nie oczekiwał, że może on odegrać jakąkolwiek rolę w serii z Heat. A już przede wszystkim nie oczekiwali tego w Miami, świetnie pamiętając jak był on ich najgorszym zawodnikiem w playoffs. Ale Mike zaskoczył swoich byłych kolegów. W 5 meczach zeszłorocznych finałów, w których wychodził w pierwszej piątce zdobył łącznie 19 punktów trafiając 35%  rzutów z gry, w tym zanotował 5 celnych trójek ze skutecznością 29% i miał 5 asyst. Tymczasem teraz w starciu ze swoją byłą drużyną zaliczył 27 punktów, 39.1% z gry, 7 trójek ze skutecznością 41.2% i 13 asyst. Komentarz pozostawiam Wade’owi: „We know Mike has made more shots in this series than he made all last year [with the Heat].”

41] CJ Watson spisywał się bardzo dobrze w sezonie zasadniczym zastępując Rose’a w pierwszej piątce. Grając w wyjściowym składzie notował średnio 11.3 punktów i 4.6 asyst. Dlatego, kiedy Rose doznał kontuzji w meczu otwarcia, bardzo liczono, że teraz też Watson będzie potrafił grać na porównywalnym poziomie. Ale playoffs to zupełni inna bajka i CJ prezentował się znacznie słabiej – 7.3 punktów, 24.1% z gry, 5.5 asyst. A co gorsza, na finiszu meczu numer 6 oddał piłkę Asikowi, zamiast trzymać ją przy sobie i czekać na faul. Miał w tym meczu 10 asyst i to powinno mu w zupełności wystarczyć. Natomiast Bulls wystarczyłoby, żeby Watson wykorzystał wolne. Ale nie miał okazji, bo na linii stanął Asik. Tak więc tych playoffs nie zaliczy do udanych. Z drugiej jednak strony nie można od niego wymagać, że zastąpi Rose’a. To nie jest gracz tego kalibru. Robił co mógł i jak na swoje możliwości nie było źle. Tyle tylko, że w playoffs potrzeba znacznie więcej, dlatego Bulls odpadli już w pierwszej rundzie.

42] Omer Asik jak większość centrów ma problem z wolnymi. W sezonie na linii miał skuteczność na poziomie 46%, natomiast w pierwszych 5 meczach serii z Sixers trafił tylko 2 z 10 rzutów wolnych. Jednak w meczu numer 6, w którym Bulls walczyli o przetrwanie, spisywał się zaskakująco dobrze na linii i z pierwszych 5 wolnych wykorzystał aż 4. Bardzo się starał, aby pomóc Bulls wygrać to spotkanie, ale pech chciał, że na 7 sekund przed końcem ponownie rywale wysłali go na linię. Bulls prowadzili tylko jednym punktem i te wolne były decydujące. Niestety, w tym momencie Asik przypomniał sobie o swoich problemach na linii, nie wytrzymał presji, dwukrotnie spudłował, a Bulls zostali wyeliminowani. I tak zakończył się dla niego mecz, w którym trafił 4 wolne, co jest jego drugim najlepszym osiągnięciem w całym tym sezonie.

43] Będąc w temacie wolnych, najwięcej rzutów z linii w pierwszej rundzie spudłował Blake Griffin. Stawał na linii 51 razy, a trafił tylko 30 wolnych (58.8%). Ale w końcu rzucając wolne stoi się poza polem pomalowanym, tymczasem Griffin w serii z Grizzlis właściwie wszystkie swoje punkty zdobywał z trumny. W sumie trafił 48 rzutów z gry, z czego 45 były to rzuty z pomalowanego, z czego 38 spod samego kosza z ‘restricted area’.

44] Eddy Curry w NBA jest od 2001 roku, ale jaszcze nigdy nie grał w meczu playoffs. Kiedy w 2005 Bulls wywalczyli awans, on był poza grą, ponieważ miał problemy z sercem. Teraz ponownie jego drużyna znalazła się w fazie posezonowej, ale jak na razie Curry nie dostał okazji do debiutu w playoffs. A szkoda, fajnie byłoby zobaczyć jego pojedynek z Chandlerem. W końcu ponad 10 lat temu razem rozpoczynali karierę w Chicago i mieli stworzyć wielki duet… Chociaż z drugiej strony, teraz taki pojedynek nie byłby zbytnio ciekawy. Chandler zjadłyby Eddy’ego tak samo jak Eddy zjada wielkiego hamburgera – w sekundę.


NBA

Kategoria: Airball spod kosza, Playoffs 2012 - Tagi: Andrew Bynum, bulls, carlos boozer, eddycurry, glen davis, gordon hayward, jason kidd, javale mcgee, jr smith, kenyon martin, kevin garnett, Magic, mavs, omer asik, paul pierce, ryan anderson, steve novak, tracy mcgrady

Smaczki i krzaczki – pierwsza runda

maj15
2012
Dodaj komentarz Karol Melaniuk

Evans jak Rodman
+23, -13, +8, -10, +3, +6 oraz +18. To +/- Evansa z każdego spotkania przeciw Memphis. Wyniki tym bardziej imponujące, że w całej serii różnica między obydwoma drużynami wynosiła tylko 5. Nie na mecz, lecz w sumie. Co ciekawe, to Grizzlies na przestrzeni tych siedmiu spotkań zdobyli więcej punktów, a mimo tego przegrali i Evans bez wątpienia miał w tym ogromny udział.

Powiedziałbym nawet, że to był drugi najlepszy zawodnik Clippers. Ilekroć pojawiał się na boisku, to całkowicie zmieniał obraz gry swoimi zbiórkami. Pewnie, jego nieporadność w ataku bardzo raziła i CP go za to nawet krytykował podczas G7. Nie zmienia to jednak tego, że ogólnie wpływ Evansa na grę był przeogromny. Nawet w ataku mimo wszystko był przydatny ze względu na to, jak kontrolował ofensywną deskę. Z nim na parkiecie LAC zbierali 31,1 ORB%, natomiast bez niego tylko 18,5. Nic zatem dziwnego, że z Reggiem na ławce ich ortg był gorszy (!) o 12,7 punktów.

Defensywę też oczywiście polepszał (o 18,1 drtg) i ogółem z nim na parkiecie Clippers w każdym meczu zbierali średnio 10 (!) piłek więcej niż Memphis. To jest niesamowity wynik, godny miana GOAT jeśli chodzi o walkę na deskach i stawiający Evansa na równi z Rodmanem, Mosesem, Wiltem czy Russellem. Oczywiście oni grali na taki poziomie znacznie częściej, ale w tej serii Reggie bez wątpienia był bohaterem.

LeBron powinien był zostać DPOTY?
Wszyscy wiemy jak świetnym defensorem jest Battier. A może trzeba by powiedzieć „był”? Przeciw NYK doskonale było widać różnice między tym, jak broni taki defensywny specjalista jak Shane, a jak LeBron, który przecież ma też na głowie przede wszystkim ciągnięcie drużyny w ofensywie.

Dzięki Synergy przeanalizowałem każdy rzut Melo z tej serii. Niektóre akcje oczywiście trudno zakwalifikować pod względem tego, kto najbardziej przyczynił się do niecelnego rzutu, albo kto najbardziej zawinił przy stracie kosza. Anthony na szczęście grał bardzo dużo (za dużo) izolacji, więc tych dyskusyjnych sytuacji jest relatywnie mało i nie zmieniają ogólnego obrazu.

A jest on taki, że przeciw Battierowi Melo miał 19/38 FG (50%), natomiast gdy pilnował go LeBron to zaledwie 18/49 (36,7). Różnica istotna, a do tego Anthony przeciw Jamesowi najwięcej narzucał w G5, gdy już było właściwie po meczu. Tak więc zastanawiające jest na ile faktycznie dobry w defensywie jest LJ. Melo to jakby nie było jeden z najlepszych 1on1 scorerów w lidze, a przeciw Jamesowi radził sobie kiepsko, mimo że ten rzadko otrzymywał pomoc od innych graczy Heat. Ich starcia to były w większości „czyste” pojedynki jeden na jednego.

Oczywiście na DPOTY James w żadnym razie nie zasłużył, bo KG czy Dwight i tak są znacznie lepsi w obronie od niego. Ale w tej serii mieliśmy przykład tego, że reputacja LeBrona jako jednego z najlepszych obwodowych defensorów nie jest ani trochę przesadzona. W przeciwieństwie do Bryanta, który nigdy nie zatrzymał na przestrzeni całej serii jakiegoś ofensywnego zawodnika kalibru Melo, a mimo tego co roku był wybierany do All D Teams.

PS
Jeszcze lepsze wrażenie niż defensywa LJ wywarła na mnie robota Wade’a. To ciągle jest chyba najlepiej broniący SG w lidze, o ile oczywiście mu się chce. Melo przeciw niemu miał 4/12 FG i w tym nawet jeden zablokowany wsad!

Fenomenalny KG
Garnett znowu gra jakby miał 27 lat. Robi na boisku dosłownie wszystko i doskonale widać to po tym, jak sobie radzą Celtics gdy jest on na parkiecie, a jak gdy siedzi na ławce. Razem z dwoma pierwszymi meczami przeciw 76ers mamy już 90 minut z KG „on bench” oraz 299 „on court”. W tym pierwszym przypadku ortg Bostonu wynosi 72,3 a drtg 109,8. Oznacza to, że bez Kevina na parkiecie zieloni mają efficiency differential na poziomie -37,5! Z nim z kolei ich atak daje 100,6 punktów na 100 possessions, a obrona zatrzymuje przeciwników na 84,4 pkt. Różnica +16,2, co w sumie daje nam ogólny wpływ Garnetta na grę na poziomie aż 53,7. Niesamowite.

Co ciekawe jest nie tylko najlepszym zawodnikiem Celtics pod względem obrony (polepsza ją o 25,4 drtg), co nie powinno nikogo dziwić, ale też rządzi i dzieli w ofensywie. Atak Bostonu jest z nim lepszy aż o 28,3 ortg! Tym bardziej szkoda, że tak wspaniała forma Garnetta zostanie prawdopodobnie zmarnowana przez kontuzję Pierce’a. Jeśli ktoś miał wątpliwości co do tego, jak bardzo utrudnia mu ona grę, to chyba po dzisiejszym meczu już jest wszystko jasne. Ja nie mogłem patrzeć na to, jak się porusza PP.

Rondo w clutch
Skoro jesteśmy przy Celtics, to nie omieszkam wspomnieć o Rajonie. W poprzednich dyskusjach jednym z argumentów, które przeciw niemu wytaczali nawet jego zwolennicy, było to, że jest słaby w clutch. Te playoffs to potwierdzają. Przeciw Hawks w czwartych kwartach miał 3,2 PPG przy 44,4 TS%. Oczywiście bardzo dobrze podawał (2,8 APG) i nieźle zbierał (1,6 RPG), ale to właśnie punktów od rozgrywającego często brakuje Celtics.

Dla porównania KG miał 6 PPG przy 68,2 TS% (oraz 3,2 RPG i 0,3 APG), natomiast Pierce 5,6 PPG i 56,8 TS% (oraz 1,4 RPG, 1,2 APG). W obliczu kontuzji PP lepszy scoring ze strony Rajona byłby jeszcze bardziej wskazany i jego brak może Celtics drogo kosztować.

Oczywiście czepiam się tu tylko jednego aspektu (choć niezwykle istotnego), jakim jest gra w clutch. Pozostałe minuty meczu też mają ogromne znaczenie i w nich Rajon gra dobrze, choć nie tak fantastycznie jak box score sugeruje. Patrząc na te same dane, co w przypadku KG, to Rondo polepsza atak Celtics o 9.6 ortg. Niestety defensywa z nim na parkiecie jest gorsza (!) o 8.4 drtg, co w sumie daje nam ogólny niewielki impact RR: tylko +1.2. To jest ogromna przepaść między nim a KG, choć i tak jest on drugim najlepszym Celtem w tych playoffs. To niestety świadczy tylko o słabości Bostonu, bo ze względu na kontuzję Pierce’a i ograniczenie roli Allena, mają oni teraz tylko dwóch bardzo dobrych graczy.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: dwyane wade, kevin garnett, lebron james, rajon rondo, reggie evans

Playoffs, dzień 17: Sixers doprowadzili do remisu

maj15
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Sixers – Celtics  82:81
remis 1-1

_Evan Turner: odegrał kluczową rolę na samym finiszu, zdobywając 6 punktów przez ostatnie 3 minuty. Wcześniej trafił tylko 2 z 9 swoich rzutów, ale w decydującym momencie się nie pomylił. Na 40 sekund przed końcem zdobył punkty wchodząc pod kosz i wyprowadził gości na prowadzenie, natomiast chwilę później wykorzystał dwa wolne i powiększył przewagę do 3 punktów, co przesądziło o zwycięstwie. W poprzednim meczu jego pierwsze double-double w playoffs nie wystarczyło, ale też w czwartej kwarcie jego jedynym osiągnięcie były 2 niecelne rzuty. Teraz miał gorsze statystyki (10 punktów i 6 zbiórek), ale świetny finisz.

_Andre Iguodala: zanotował 13 punktów, 7 asyst i 6 zbiórek, a najbardziej pomógł swojej drużynie w obronie. Kiedy on powstrzymywał Paula Pierce’a, gwiazdor Celtics trafił tylko jeden z 6 rzutów i popełnił 4 straty. AI zupełnie go wyeliminował z gry, zresztą podobnie było także w pierwszym spotkaniu. W sumie, w tych dwóch pierwszych meczach Pierce w bezpośrednim pojedynku z Iguodalą zanotował 12 punktów, 4/15 z gry i 6 strat. Pierce ma problem z kolanem i już to sprawia, że gra słabiej, a jeśli do tego dodamy defensywę Iguodali, Celtics mają poważny problem.

_Lavoy Allen: podczas gdy Thaddeus Young gra słabo mając problemy z golenią, a Lou Williams seryjnie pudłuje, debiutant Allen jest jak na razie najlepszym rezerwowym Sixers w tej serii. W pierwszym meczu miał 12 punktów i 6 zbiórek, teraz zanotował 10 punktów, 8 zbiórek i 2 bloki. Odegrał też istotną rolę w czwartej kwarcie, kiedy zdobył ważne punkty na 4 minuty przed końcem równo z końcową syreną akcji. Ostatecznie, kiedy Allen był na boisku, goście byli aż 21 punktów na plusie. Natomiast najlepiej Sixers radzili sobie kiedy w grze razem z Allenem był Iguodala:


_Jrue Holiday: bardzo słabo zagrał w meczu otwarcia, ale wczoraj było już o wiele lepiej. Poprzednio miał tylko 8 punktów, teraz 18. Poprzednio spudłował wszystkie 4 swoje próby zza łuku, teraz trafił 4 z 6 trójek, w tym bardzo ważną na niespełna 2 minuty przed końcem.

_Zwycięstwo w Bostonie: w poprzednim meczu Sixers zmarnowali 10-punktowe prowadzenie w czwartej kwarcie, natomiast tym razem finisz należał do nich mimo że gospodarze świetnie grali w końcówce. To jest ich pierwsza wygrana w playoffs w Bostonie od 1982 roku. Odebrali Celtics przewagę własnego parkietu i teraz przed meczami w Filadelfii są w komfortowej sytuacji.

_Kevin Garnett: przez trzy kwarty był bardzo dobrze podwajany i powstrzymywany przez rywali, ale w czwartej ponownie dominował, tak jak w poprzednim spotkaniu. Dał swoim kolegom sygnał do ataku i prowadził ich w tej części spotkania. Zdobył wtedy 11 punktów (5/7 z gry), zebrał 4 piłki i zaliczył 2 asysty. Jednak ostatecznie nie zapewnił Celtics zwycięstwa, ponieważ jego faul w samej końcówce nie pozwolił im doprowadzić do remisu. Sędziowie odgwizdali faul Garnetta w ataku, kiedy stawiał zasłonę dla Pierce’a na 12 sekund przed końcem. Ten moment przesądził o ostatecznym wyniku. W całym meczu KG miał na swoim koncie 15 punktów i 12 zbiórek.

_Czwarta kwarta Celtics: w trzeciej kwarcie Celtics zdołali zdobyć ledwie 11 punktów, co jest drugą najniższą zdobyczą w jednej kwarcie w playoffs w ich historii. Natomiast łącznie w drugiej i trzeciej kwarcie zanotowali tylko 24 punkty ze skutecznością 24% z gry. Sixers fantastycznie bronili i ostatnie 12 minut rozpoczęli z 8-punktowym prowadzeniem. Ale już czwarta kwarta była zupełnie inna. Gospodarze rozstrzelali się, trafili 65% swoich rzutów i zdobyli 32 punkty. Przede wszystkim byli niesamowicie skuteczni na dystansie, trafiając 6 z 7 rzutów za trzy. Warto dodać, że wcześniej w tym meczu mieli tylko 2 celne trójki na 11 oddanych, a w poprzednim 2/18. Będąc w takiej dyspozycji strzeleckiej, można przypuszczać, że gdyby nie ten faul KG, Celtics mieli bardo duże szanse doprowadzenia do remisu w tamtej kluczowej akcji.

Thunder – Lakers  119:90
Thunder 1-0

_Jednostronne widowisko: zmęczeni długą serią w pierwszej rundzie Lakers i głodni gry Thunder, którzy długo czekali na start tej rywalizacji. Efekt? Bardzo łatwa wygrana drużyny z Oklahomy. Gospodarze grali fantastycznie i nie dali szans swoim rywalom. Już po pierwszej połowie prowadzili 15 punktami, a drugą rozpoczęli runem 15-2 i było po meczu. W trzeciej kwarcie Thunder zupełnie zdominowali wydarzenia na parkiecie, trafili aż 70.6% rzutów z gry, przy ledwie 35% ze strony Lakers i uzyskali nawet 35-punktowe prowadzanie. Goście z LA nie potrafili się im przeciwstawić i podjąć walki. Można to tłumaczyć zmęczeniem, ale problem w tym, że Lakers nie mają czasu na odpoczynek. Już w środę rozegrają drugi mecz tej serii, a potem w piątek i w sobotę mają back-to-back w Los Angeles. To stawia Lakers w niezwykle trudnej sytuacji.

_Gwiazdy Thunder: Russell Westbrook rozegrał wielki mecz – 27 punktów, 10/15 z gry, 9 asyst, 7 zbiórek i 2 przechwyty… 27 minut. Był najlepszym zawodnikiem w tym spotkaniu i z takim Westbrookiem Thunder naprawdę mogą mierzyć bardzo wysoko. Kevin Durant też zrobił swoje, ale wczoraj był tym drugim -  25 punktów, 8/16 z gry, 8 zbiórek i 4 asysty. Tymczasem James Harden jako jeden z nielicznych w Thunder miał problemy z celnością. Spudłował wszystkie 4 rzuty za trzy, a ostatecznie zanotował skuteczność na poziomie 36%. Wymuszał jednak sporo fauli i zdobył 17 punktów w swoim pierwszym meczu jako najlepszy rezerwowy ligi.

_Gwiazdy Lakers: Kobe Bryant zdobył 20 punktów, ale potrzebował do tego 18 rzutów. Poza tym, 10 punktów zanotował w trzeciej kwarcie, kiedy już Thunder im uciekli i było właściwie po meczu. Najlepszym zawodnikiem gości był Andrew Bynum, 20 punktów i 14 zbiórek. Natomiast Pau Gasol był bardzo mało widoczny, zaliczył 10 punktów i 7 zbiórek.

_Straty: Lakers popełnili 15 strat, które Thunder przełożyli na 22 punkty. Natomiast gospodarze zanotowali tylko 4 straty, co dało gościom 6 punktów.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: andre iguodala, Andrew Bynum, celtics, evan turner, kevin durant, kevin garnett, kobe bryant, lakers, lavoy allen, russell westbrook, sixers, thunder

Playoffs, dzień 16: awans Clippers

maj14
2012
1 komentarz Adam Szczepański

Clippers – Grizzlies  82:72
Clippers 4-3

_Randolph+Gasol: ten duet odegrał kluczową rolę w dwóch poprzednich meczach, dzięki czemu Grizzlies doprowadzili do game 7. Teraz też ich postawa miała bardzo duży wpływ na ostateczny wynik, ale tym razem był to wpływ negatywny. Grizzlies bardzo potrzebowali tej dwójki grającej tak jak we wcześniejszych spotkaniach, ale tym razem tego nie dostali. Randolph miał problemy z kończeniem akcji, a Gasol z walką pod koszami. Zach trafił tylko 3 z 12 rzutów i miał 9 punktów (2 w drugiej połowie), najmniej w tej serii, a do tego dołożył 12 zbiórek. Tymczasem Marc zebrał tylko 5 piłek, ale zdobył 19 punktów i razem z Gay’m był najlepszym strzelcem zespołu. Łącznie duet podkoszowy gospodarzy zanotował 28 punktów i 17 zbiórek. Było to znacznie mniej niż poprzednio i znacznie za mało, aby zapewnić Grizzlies zwycięstwo.

_Chris Paul: Blake Griffin zmagający się z urazem kolana był w tym spotkaniu jeszcze mniej widoczny niż w poprzednim, na szczęście dla Clippers, Paul znacznie lepiej poradził sobie ze swoimi problemami zdrowotnymi i zagrał o wiele lepiej niż w meczu numer 6. Może nie był to tak świetny występ jakie oglądaliśmy w jego wykonaniu wcześniej w tej serii, ale przez trzy kwarty to przede wszystkim on ciągnął drużynę gości. Już w pierwszej połowie miał 11 punktów, tyle samo co w całym poprzednim meczu, a ostatecznie zanotował ich 19 (41.2%). Na swoim koncie miał też 9 zbiórek i 4 asysty. I jako jedyny z pierwszej piątki zanotował dodatni wskaźnik +/- (+4).

_Rezerwowi: już w poprzednim meczu zawodnicy z ławki Clippers zagrali bardzo dobrze, a teraz spisali się jeszcze lepiej. W czwartej kwarcie przejęli kontrolę nad spotkaniem i zapewnili swojej drużynie awans. Zdobyli wtedy aż 25 z 27 punktów drużyny z LA. Ostatecznie mieli 41 punktów trafiając połowę rzutów z gry. Skutecznością na poziomie 50% była imponującym osiągnięciem w tym spotkaniu, w którym przez większość czasu obie drużyny miały ogromne problemy ze zanotowały punktów i obie zanotował skuteczność poniżej 39%. Kenyon Martin miał 11 punktów, 10 zbiórek i 2 bloki, Nick Young zdobył 13 punktów trafiając między innymi 2 z 3 rzutów za trzy, Eric Bledsoe zanotował 8 punktów i 3 asysty, Reggie Evans zaliczył 9 zbiórek, a Mo Williams 9 punktów. Ławka w tym meczu zrobiła ogromną różnicę. Gdyby nie tak rewaluacyjna postawa zmienników, Clippers nie byliby w stanie pokonać Grizzlies, zwłaszcza gdy Griffin grał tak słabo. Po trzech kwartach bardzo wyrównanej walki obie drużyny były już zmęczone, a rezerwowi Clippers wnieśli w ostatnich minutach bardzo dużo energii do gry i przycisnęli rywali uzyskując dwucyfrowe prowadzenie. Grizzlies nie byli w stanie na to odpowiedzieć, brakowało im sił, tym bardziej, że musieli opierać się przede wszystkim na swoich podstawowych zawodnikach, ponieważ rezerwowi im nie pomagali. Ich zmiennicy zdobyli tylko 11 punktów i to z fatalną skutecznością na poziomie 22%. Najbardziej zawiódł OJ Mayo, który powinien być największą siłą z ławki. W całej serii spisywał się on bardzo słabo, a w tym decydującym meczu zagrał najgorzej. Oddał 11 rzutów z gry, trafił tylko jeden i zdobył 4 punkty. Co prawda miał na swoim koncie 7 zbiórek i 2 przechwyty, ale kiedy był na parkiecie, Grizzlies byli aż 24 punkty na minusie. Był to najgorszy wskaźnik +/- w tym meczu, nikt poza nim nie miał gorszego niż -8.

_Czwarta kwarta: po trzech kwartach gospodarze prowadzili jednym punktem i sprawa zwycięzcy była otwarta. O losach serii decydowało ostatnie 12 minut gry. Ten mecz od samego początku był zdominowany przez defensywę i obie drużyny miały duże problemy z trafianiem do kosza, natomiast w czwartej kwarcie te problemy Grizzlies jeszcze bardziej się powiększyły. Przez ostatnie 12 minut trafili tylko 4 razy z gry na 18 prób, co dało im fatalną skuteczność 22.2% z gry. Spudłowali między innymi wszystkie 4 próby zza łuku i zakończyli mecz bez celnej trójki. Przez ostatnie 3 minuty nie zdobyli już punktów z gry, a na linii również pudłowali. Z 12 rzutów wolnych wykorzystali 8. Tymczasem Clippers dzięki swoim zmiennikom całkiem dobrze radzili sobie wtedy z rozbijaniem obrony rywali i zdobyli 27 punktów ze skutecznością 40%, w tym 2/5 za trzy.

Grizzlies drugi rok z rzędu odpadają przegrywając mecz numer 7, teraz jednak ma to miejsce rundę wcześniej niż poprzednio. Nie zrobili kolejnego kroku na przód, co jest dla nich sporym rozczarowaniem, bo oczekiwania były duże po tym co oglądaliśmy w zeszłorocznych playoffs. Odrobili stratę 1-3, ale w meczu numer 7 zabrakło im lidera i wsparcia z ławki. Na pewno duży wpływ na to miała postawa Randolpha i to, że nie był on w 100% formie, którą prezentował w rok temu.

Dla Clippers jest to dopiero ich 3 wygrana seria w 41-letniej historii, a druga od czasu przeprowadzki do LA. Zapewnili sobie awans i teraz czeka ich pojedynek z niezwykle silnymi i wypoczętymi Spurs. Clippers nie mają czasu na odpoczynek, a do tego zmagają się z kontuzjami. Griffin ma problem z kolanem, Paul z pachwiną, a Butler ma złamaną kość w dłoni. To na pewno odbije się na ich postawie w kolejnej rundzie. Pytanie tylko, w jak dużym stopniu. Bez Paula i Griffina grających na najwyższych obrotach nie wyobrażam sobie, żeby Clippers byli w jakimś stopniu w stanie zagrozić ekipie z San Antonio. Nawet dobra gra ich zmienników tutaj za bardzo nie pomoże, bo Spurs mają jeszcze głębszą ławkę.

Heat – Pacers 95:86
Heat 1-0

_Chris Bosh: w pierwszej połowie był najlepszym zawodnikiem gospodarzy i trzymał ich w grze. W 16 minut zdobył 13 punktów i zebrał 5 piłek. Niestety pod koniec drugiej kwarty doznał kontuzji podbrzusza, musiał opuścić parkiet i nie wrócił już do gry. Dzisiaj ma przejść badania, które pokażą jak poważny jest to uraz, ale już pojawiają się spekulacje, że Chris może opuścić kilka meczów.

_James+Wade: w pierwszej połowie spisywali się dość słabo. James zdobył tylko 6 punktów trafiając 3 z 9 rzutów, podczas gdy Wade miał ich 16, ale też z kiepską skutecznością na poziomie 30%. Wszystko zmieniło się po przerwie. W drugiej połowie wzięli na siebie ciężar poprowadzenia Heat pod nieobecność Bosha i zupełnie zdominowali wydarzenia na parkiecie. Samodzielnie pokonali Pacers zdobywając wtedy 42 punkty, przy 38 ze strony całej drużyny gości. W sumie, w tej części spotkania James i Wade przyczynili się do 48 z 53 punktów Heat, zdobywając je lub przy nich asystując, z czego w czwartej kwarcie zdobyli aż 22 z 25 punktów drużyny. Przede wszystkim fantastycznie zagrał LeBron, jak przystało na MVP. W całym spotkaniu zanotował 32 punkty, w tym 26 w drugiej połowie trafiając wtedy 52.9% rzutów z gry. Zebrał też 15 piłek (9 w drugiej połowie) i zaliczył 5 asyst. Wade miał 29 punktów, z czego 16 po przerwie, ale przez całe spotkanie miał problem z celnością i zanotował słabą skuteczność 34.8% z gry.

_Druga połowa: Pacers prowadzili przez prawie całą pierwszą, a na przerwę schodzili mając 6 punktów przewagi. Zdobyli wtedy 48 punktów ze skutecznością z gry wynoszącą 50% i zebrali jedną piłkę więcej niż ich rywale. Prezentowali się bardzo dobrze i mogło się wydawać, że są w stanie powalczyć o zwycięstwo w tym spotkaniu. Jednak po przerwie wszystko się zmieniło i nie przypominali już tej samej drużyny. Ich atak przestał funkcjonować, nie potrafili przebić się przez defensywę Heat, natomiast sami nie byli w stanie zatrzymać duetu James-Wade. W rezultacie, w drugiej połowie zdobyli tylko 38 punktów z fatalną skutecznością 29.7%. Przegrali też walkę pod koszami zbierając wtedy 8 piłek mniej. Warto dodać, że w samej czwartej kwarcie mieli tyle samo punktów co sam LeBron.

_Danny Granger: w trzech ostatnich meczach pierwszej rundy za każdym razem zdobywał ponad 20 punktów, ale wczoraj zupełnie nie istniał w ataku. Dobrze zagrał jedynie przez chwilę w trzeciej kwarcie, kiedy zdobył 7 punktów, co jeszcze trzymało Pacers w grze. Ale to były jego jedyne punkty w całym meczu. Ostatecznie trafił tylko jeden z 10 rzutów z gry.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: chris bosh, chris paul, clippers, danny granger, dwyane wade, grizzlies, heat, lebron james, marc gasol, pacers, zach randolph

Playoffs, dzień 15: Lakers idą dalej

maj13
2012
Dodaj komentarz Adam Szczepański

Lakers – Nuggets  96:87
Lakers 4-3

_Metta World Peace: wrócił do gry po odsiedzeniu 7-meczowej kary i odegrał kluczową rolę w awansie Lakers do kolejnej rundy. Wczoraj było widać, jak bardzo brakowało im MWP, przede wszystkim w obronie. World Peace zajął się defensywą przeciwko Danilo Gallinari’emu i Andre Millerowi. Jaki był efekt? Gallinari – 3 punkty, 1/9 z gry, 4 straty; Miller 3 punkty, 1/10 z gry, 5 strat (też 11 zbiórek i 8 asyst). Zostali bardzo skutecznie zatrzymani, co istotnie osłabiło siłę ofensywy Nuggets. Ale Metta przydał się również w ataku i zdobył 15 punktów trafiając 4 trójki. Był zawodnikiem, który zrobił ogromną różnice w tym meczu i kto wie, czy gdyby jego kara była o mecz dłuższa, Lakers nie jechaliby dzisiaj na wakacje. Na koniec jeszcze wskaźnik +/-, MWP miał +18, najwyższy w drużynie gospodarzy.

_Gasol+Bynum: obaj zagrali bardzo słabo w ostatnich meczach i dlatego też to oni byli obwiniani za porażki Lakers. Wczoraj jednak stanęli na wysokości zdania i zrobili co do nich należało. Zdominowali strefę podkoszową i pomogli wygrać drużynie z LA. Razem zanotowali 39 punktów, 35 zbiórek, 7 asyst i 10 bloków. A kluczową rolę odegrali w czwartej kwarcie, kiedy zebrali 15 piłek, z czego aż 8 na atakowanej tablicy (7 Gasola), zaliczyli 5 bloków i zdobyli 15 punktów, choć większość z rzutów wolnych. W starciu z takim duetem podkoszowym, grający niskim składem Nuggets nie mieli szans (chociaż i tak radzili sobie bardzo dobrze i w całym meczu mieli o 4 zbiórki więcej). Natomiast Lakers z tak grającym duetem Bynum-Gasol mogą daleko zajść, problem tylko w tym, że ten duet jak na razie nie potrafi utrzymać równej intensywności w kilku kolejnych meczach.

_Steve Blake: w poprzednim meczu Kobe Bryant nie miał wsparcia właściwie od nikogo. Wczoraj było inaczej i najniższa zdobycz punktowa Bryanta w tej serii nie przeszkodziła Lakers. Nie tylko wracający do gry World Peace i duet podkoszowych zagrali bardzo dobrze, ale też gospodarze dostali bardzo duże wsparcie z ławki od Blake’a. Ustanowił on swój rekord kariery w playoffs zdobywając 19 punktów trafiając 4 z 5 rzutów za trzy.

_Rzuty za trzy: w poprzednim spotkaniu to Nuggets rozstrzelali Lakers trafiając 10 razy zza łuku, ale w game 7 nie byli już tak skuteczni, a znacznie lepiej na dystansie radzili sobie Lakers. Gospodarze trafili wczoraj 11 trójek, podczas gdy goście tylko 4 z skutecznością 27%. Zwłaszcza w czwartej kwarcie rzuty za trzy odegrały ważną rolę. Lakers trafili wtedy 4 z 7, Nuggtes tylko 2 z 12.

_Al Harrington: przez całą serię grał bardzo słabo, a w poprzednich dwóch meczach trafił tylko jeden z 15 rzutów z gry. Wczoraj wreszcie się obudził i był najlepszym strzelcem Nuggets. Zdobył 24 punkty, z czego 11 w czwartej kwarcie, trafiając połowę swoich rzutów.

_Ty Lawson: przez pierwsze trzy kwarty grał równie skutecznie jak w meczu numer 6 i to dzięki niemu Nuggets z -16 w trzeciej kwarcie zeszli do -1 przed ostatnimi 12 minutami gry. Jednak w czwartej został zatrzymany przez Lakers i brak jego punktów w tej części był bardzo dużym osłabieniem dla Nuggets. Przez trzy kwarty zdobył 24 punkty ze skutecznością 78.6% z gry, natomiast w czwartej kwarcie spudłował wszystkie 5 swoich rzutów.

Lakers grają dalej i już w poniedziałek spotkają się z wypoczętymi Thunder. Czka nas niesamowity pojedynek pomiędzy Durantem i Bryantem, którzy do samego końca sezonu walczyli o miano króla strzelców. Ale kluczowa ponownie będzie walka pod koszami. Ciekawe czy 9 dni przerwy wystarczyło Kednrickowi Perkinsowi, aby wyleczy kontuzję biodra. Na pewno Thunder będą go bardzo potrzebowali w rywalizacji z podkoszowymi Lakers, co było widać w game 7.

Nuggets ponownie kończą swoją przygodę z playoffs na pierwszej rundzie, ale mogą być zadowoleni ze swojego występu. Pokazali się z bardzo dobrej strony i zmusili Lakers do dużego wysiłku. Ta drużyna ma naprawdę ogromny potencjał. Jeśli JaVale McGee dobrze przepracuje wakacje (o ile zostanie w Denver), ze zdrowym Wilsonem Chandlerem, Nuggets w przyszłym sezonie mogą być bardzo groźni.

Celtics – Sixers  92:91
Celtics 1-0

_Finisz: Przez prawie całe pierwsze trzy kwarty prowadzili goście z Filadelfii, a na początku czwartej uzyskali 10-punktową przewagę. Dopiero wtedy do ataku ruszyli Celtics. Przez ostatnie 11 minut spotkania zdominowali swoich rywali i wygrali je 25-14. Na nieco ponad minutę przed końcem uzyskali 6-punktowe prowadzenie, które było ich najwyższym w tym meczu i już nie pozwolili sobie odebrać tego zwycięstwa. Sixers jeszcze starali się odmienić losy meczu, ale Celtics w ostatnich sekundach zdecydowali się faulować Jrue Holiday’a i wysłać go na linię niż ryzykować, że goście trafią za trzy i potrzebna będzie dogrywka. Faul w takiej sytuacji jest zrozumiały, choć przeważnie drużyny starają się wybronić takie akcje. Celtics jednak nie chcieli stracić kontroli nad wydarzaniami na boisku i chcieli mieć to zwycięstwo. W dogrywce mogłoby zabraknąć im sił, dlatego musieli zakończyć to w regulaminowym czasie gry.
Gospodarze fatalnie rozpoczęli to spotkanie trafiając tylko 30% rzutów w pierwszej kwarcie, ale już w dalszej części byli znacznie skuteczniejsi. W drugiej połowie trafili 47.6% rzutów z gry, tymczasem Sixers w czwartej kwarcie zatrzymali na skuteczności 38%. Kluczową rolę odegrały też zbiórki. W pierwszej połowie goście zebrali 8 piłek więcej, ale po przerwie znacznie lepiej pod koszami radzili sobie Celtics i zanotowali wtedy 28 zbiórek, przy 16 ze strony Sixers.

_Kevin Garnett: cudownie odmłodzony KG rozegrał kolejny rewelacyjny mecz. W pierwszej kwarcie właściwie tylko on trafił z gry w swojej drużynie. Miał wtedy 4 celne rzuty na 6 oddanych, podczas gdy jego koledzy spudłowali aż 12 z 14. Garnett dobrze rozpoczął to spotkanie, ale jeszcze lepiej je zakończył. W czwartej kwarcie zdobył 9 punktów, w tym 6 z rzędu, które wyprowadziły Celtics na 4-punktowe prowadzenie na 2 minuty przed końcem. Ostatecznie zanotował 29 punktów ze skutecznością 60%, a do tego dołożył 11 zbiórek i 3 bloki. KG jest wielki w tych playoffs. Ktoś jeszcze chce mu wytknąć jego wiek?

_Rajon Rondo: w pierwszej połowie ograniczył się właściwie tylko do kreowania partnerów i zaliczył 8 asysty przy 16 celnych rzutach z gry Celtics. Tymczasem w drugiej połowie ponownie popisał się swoją niesamowitą wszechstronnością i poprowadził Celtics do tego zwycięstwa. Po przerwie zanotował 11 punktów, 9 asyst i 8 zbiórek, a całe spotkanie zakończył mając drugie w tych playoffs triple-double: 13 punktów, 17 asyst i 12 zbiórek, a także 4 przechwyty.

_Paul Pierce: widać, że uraz kolana ciągle mu przeszkadza i wczoraj miał problemy ze zdobywaniem punktów. Trafił tylko 27.3% swoich rzutów z gry, ale w tym bardzo ważny rzut na 77 sekund przed końcem, który dał gospodarzom ich najwyższe prowadzanie w meczu. W tym decydującym momencie można było na niego liczyć. Ale już wcześniej w czwartej kwarcie grał bardzo pomagając swojej drużynie w innych elementach niż w zdobywaniu punktów, zaliczył 4 asysty, 3 zbiórki i blok. W całym meczu miał 14 punktów, 6 asyst i 6 zbiórek.

_Bolesna porażka: Sixers przez trzy kwarty spisywali się bardzo dobrze i kontrolowali przebieg tego spotkania. Świetnie rozpoczęli mecz, w drugiej kwarcie prowadzili 13 punktami, a 10 na początku czwartej kwarty. Świetnie spisywali się Andre Iguodala (19pts, 6reb, 6ast), Evan Turner (16 pts i 10reb) i Spencer Hawes (15pts i 8 reb). Jednak na finiszu Celtics pokazali im swoją wyższość. W czwartej kwarcie ta trójka zawodników, która ciągnęła atak gości, miała w sumie tylko 7 punktów (3/9 z gry). Ten mecz z jednej strony pokazał, że Sixers mogą podjąć rywalizację z Celtics w tej serii i są dla nich trudnym rywalem. Z drugiej jednak strony, jest to dla nich bolesna porażka, ponieważ grali dobrze i byli tak blisko wyrwania meczu otwarcia, a mimo to przegrali.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: Andrew Bynum, celtics, kevin garnett, lakers, metta world peace, nuggets, pau gasol, rajon rondo, sixers, ty lawson

Playoffs, dzień 14: będzie game 7

maj12
2012
1 komentarz Adam Szczepański

Grizzlies – Clippers  90:88
remis 3-3

_Randolph+Gasol: po słabym początku tej serii duet podkoszowy Grizzlies z meczu na mecz coraz bardziej się rozkręca. W poprzednim spotkaniu rozegrali świetną pierwszą kwartę, a teraz obaj odegrali kluczową rolę w drugiej połowie. I ponownie bardzo dobry występ tej dwójki miał ogromny wpływ na ostateczne zwycięstwo ich drużyny. Dla Randolpha był to najlepszy mecz tej serii, zdobył 18 punktów, zebrał 16 piłek i zaliczył 3 bloki, z czego 7 punktów, 7 zbiórek i 2 bloki miał w czwartej kwarcie. Właśnie takiego Z-Bo potrzebują Grizzlies. Nie jest to jeszcze to co prezentował w zeszłym sezonie, ale z każdym meczem coraz bliżej mu do tamtego poziomu. Tymczasem Gasol ponownie był najlepszym strzelcem swojej drużyny i tak jak poprzednio zdobył 23 punkty. Do tego dołożył 9 zbiórek i 3 asysty. I to dzięki nim goście ostatecznie zebrali aż 16 piłek więcej. Przez pierwsze 4 mecze Randolph z Gasolem zaliczali tylko 22.8 punktów i 14.3 zbiórek, a Grizzlies przegrywali 3-1. W ostatnich dwóch spotkaniach drużyna z Memphis odrobiła straty i doprowadziła do remisu w serii ponieważ ich podkoszowi odnotowują 41.5 punktów i 21 zbiórek.

_Paul+Griffin: problemy zdrowotne nie wyeliminowały ich z gry, ale tak jak się obawiano, wpłynęły na ich dyspozycję. Wczoraj obaj gwiazdorzy gospodarzy byli zupełnie pozbawieni energii i spisywali się słabo. To był ich najgorszy występ w tej serii i z tak grającymi lidarem Clippers nie byli w stanie zapewnić sobie awansu do kolejnej rundy. W poprzednich spotkaniach Paul w czwartych kwartach zapewniał Clippers zwycięstwa, natomiast wczoraj w ostatniej minucie spudłował nawet jeden z dwóch wolnych, a w sumie w tej części gry miał 1 punkt i 2 straty. To nie był CP3 jakiego oglądaliśmy wcześniej i trudno powiedzieć, co pokaż w game 7. Wiadomo jednak, że jeśli Clippers chcą wygrać tą serię, potrzebują Paula grającego tak, jak w pierwszych 4 meczach. Tylko Paul może zapewnić im awans. Wczoraj zanotował on 11 punktów i 7 asyst. Griffin po słabej pierwszej połowie przez chwilę w trzeciej kwarcie odzyskał nieco energii, ale już w czwartej kwarcie ponownie zniknął. Mecz zakończył z dorobkiem 17 punktów, 6 asyst i 5 zbiórek.

_Rezerwowi: gdyby nie zawodnicy z ławki, Clippers doznaliby dotkliwej porażki. Rezerwowi odegrali kluczową rolę w drugiej kwarcie, kiedy wnieśli do gry bardzo dużo energii i pomogli swojej drużynie zbliżyć się do rywali. Również w czwartej kwarcie to w dużej mierze dzięki zmiennikom Clippers do samego końca walczyli o zwycięstwo. Niestety bez wsparcia gwiazd, sami rezerwowi nie potrafili wygrać tego meczu. Reggie Evans zebrał 10 piłek, miał 6 punktów i 3 bloki, Eric Bledsoe zanotował 14 punktów, 6 asyst i 4 zbiórki, a Kenyon Martin dołożył 10 punktów i 2 bloki.

_Rudy Gay: przez większość spotkania miał problemy ze wstrzeleniem się i czwartą kwartę rozpoczynał mając na swoim koncie 8 punktów zdobytych z fatalną skutecznością 25% z gry. Jednak w ostatniej części spotkania odegrał ważną rolę, kiedy Grizzlies odrabiali 8-punktową stratę i zanotowali serię 10-0. 5 ostatnich punktów podczas tego runu należało właśnie do Gay’a. I był to kolejny jego dobry występ w czwartej kwarcie. W ostatnich 4 meczach Gay zdobył w sumie 74 punkty, z czego 31 w czwartych kwartach. Te 31 punktów zanotował trafiając 52% rzutów z gry, tymczasem pozostałe 43 ze skutecznością 29%.

_Straty: w sezonie Grizzlies byli najlepszą drużyną jeśli chodzi o wymuszanie strat przeciwników, ale wczoraj zamiast je wymuszać, sami je popełniali. Ostatecznie zanotowali aż 20 strat, podczas gdy Clippers tylko 7 (chociaż 3 z nich w czwartej kwarcie). Dzięki tym stratom gospodarze utrzymywali się w grze, ale ostatecznie nie pogrążyły one Grizzlies.

_Game 7: Clippers spróbują wygrać trzecią w swojej historii serię playoffs, natomiast Grizzlis będą chcieli zostać 9 drużyną w historii ligi, która wygrała serię przegrywając 1-3.

Tak więc na zachodzie mieliśmy dwie bardzo krótkie serie zakończone już po 4 meczach, a w pozostałych dwóch o wszystkim zadecyduje mecz numer 7. Ostatni raz dwa game 7 w pierwszej rundzie mieliśmy w 2009 roku. Wtedy obie były na wschodzie.


NBA

Kategoria: Playoffs 2012 - Tagi: blake griffin, chris paul, clippers, grizzlis, marc gasol, reggie evans, rudy gay, zach randolph
« Older Entries

4kwarta NEWS

  • NBA playoffs Top 5 (17.05)
  • NBA playoffs Top 5 (16.05)
  • NBA playoffs Top 10 (15.05)
  • Small Market, Big Heart
  • NBA playoffs Top 5 (14.05)
  • Przed drugą rundą – zachód
  • NBA playoffs Top 5 (13.05)
  • NBA playoffs Top 5 (12.05)
  • Przed drugą rundą - wschód
  • NBa playoffs Top 5 (11.05)
  • NBA playoffs Top 10 (10.05)
  • NBA playoffs Top 5 (9.05)

Blog

  • NBAcodziennie
  • Archeobasketologia
  • Power Ranking
  • NCAA
  • Podcast
  • TRADE RUMORS
  • Airball spod kosza
  • NCAA od podstaw
  • Skarb Kibica NBA 2011/12
  • Overtime
  • Archiwum

Warto przeczytać

  • Airball spod kosza: 44 mecze pierwszej rundy
  • Smaczki i krzaczki – pierwsza runda
  • O Drafcie, NCAA i limicie wiekowym
  • Airball spod kosza: Mistrzowie na wakacjach, myślą o przyszłości
  • Przygotowania Olka Czyża do Draftu
  • Rookie Ranking vol.4
  • Nagrody 4kwarty za sezon 2011/12
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: straty
  • O Rajonie ciąg dalszy
  • Plusy ujemne i dodatnie minusy: bloki

W halach NBA (galeria)

Wyniki

Dołącz do nas

Współpraca

Linki

  • about NCAA
  • MVP Magazyn
  • NBA & NCAA na DVD
  • PolskiKosz.pl
  • RotoStrefa. Nasz Punkt Widzenia.
  • Sport24.pl
  • Typy NBA
  • widziane z półdystansu
  • wyniki na żywo

Szukaj

buttony

blog Czwarta Kwarta - to co najważniejsze o NBA Cavs.e-nba.pl - serwis poświęcony Cleveland Cavaliers Daveknot Enbiej.pl - NBA, koszykówka HORNETS.PL IVERSON.probasket.pl Nasz Kosz NBA Every Day - NBA, NCAA, koszykówka NBAonline Denver Nuggets poprostubasket.bloog.pl – Koszykarski blog Slamdunk League ToplistaNBA Typer - zabawa bukmacherska Wysoko nad obręczą – Koszykówka w szerokiej perspektywie Zawsze po pierwsze Koszykówka

EvoLve theme by Theme4Press  •  Powered by WordPress Czwarta-Kwarta.com
to co najważniejsze o NBA

Switch to our mobile site